Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia fotografii. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia fotografii. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 lutego 2011

Punktowe światło I - czym?

Bardzo często w moich zdjęciach używam świateł punktowych. Do portretu, aktu, nawet mody. Oczywiście, równie dużo jest w tym próby wytworzenia własnego stylu, jak zwyczajnej popisówki. Niewielu fotografów potrafi pracować takim światłem.

Softboxy, parasolki, beauty dishe, to wszystko proste narzędzia, nie powinny nikomu sprawić problemów (co nie znaczy, że są złe, czasami się przydają). Ale zrobić zdjęcia ostrym światłem, a tym bardziej - punktowym... Tu zaczynają się schody.

Przy softboxie modelka może poruszyć się kilka centymetrów w każdą stronę, efekt nie zmieni się znacząco. Przy punktowym oświetleniu - totalnie wyjdzie z oświetlonego obszaru. Taka technika wymaga dużo zarówno od fotografa, jak i od modelki.

Tytułowe pytanie - czym? Są dwie opcje. Pierwsza to lampy studyjne, których zaletą (ogromną przy takiej fotografii) jest światło modelujące. Wadą - rozmiary, oraz trudność z wykonaniem osobiście modyfikatorów. Te produkowane masowo przeważnie nie ograniczają światła tak mocno, jak jest to potrzebne.

Druga to speedlighty. Poza brakiem świateł modelujących mają same zalety. Można do nich dorobić dowolne strumienice, gridy, flagi, połączenia powyższych.

Na wielu stronach (strobist.com, żeby dalej nie szukać) łatwo znaleźć tutoriale, jak wykonać strumienicę z tektury czy grid z czarnych słomek.

Tutoriale te sugerują gridy do ok 2-3cm, raczej krótsze, oraz zwykłe "równe" strumienice. Moje gridy mają od 2 do 8cm, a strumienice zrobiłem tak, że da się z nich uformować "lejek". Dzięki temu mogę otrzymać bardzo małą plamę światła nawet stawiając flesz dość daleko.

Ciekawą opcją dla speedlightów jest też ta, którą zaproponował Zack na swoim blogu. Zamiast montować grid bezpośrednio na fleszu, bierzemy lightsphere (taki bezsensowny modyfikator w kształcie miski na lody), malujemy z zewnątrz na czarno, w środku na biało, a okrągły grid doczepiamy dopiero na to. Daje to równiejszy okrąg światła, oraz pozwala na doczepienie jednego, dwóch, czasami trzech gridów.

To tyle na temat modyfikatorów, następna część będzie o tym - jak?

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Industrial Beauty

Zgodnie z zapowiedzią, oto i on: Industrial Beauty, "zimowy" projekt t-jack pictures, który zaczął powstawać w sumie przez przypadek... A zaczęło się od zimowej depresji.

Generalnie nie jestem fotografem, który po pierwszych opadach śniegu łapie za aparat i leci w plener focić śnieg, modelki na śniegu, itp itd... Właściwie, to trudno o mniej lubiane przeze mnie zjawisko atmosferyczne, zarówno prywatnie, jak i fotograficznie. Więc zima to dla mnie czas fotografowania w atelier, ewentualnie we wnętrzach.

Tak się złożyło, że do zaimprowizowanego atelier mam dostęp niemalże bez ograniczeń. Uznałem, że albo całą zimę będę robił zdjęcia od czapy, albo coś z tego wymyślę. No i wymyśliłem. Połączenie typowego beauty z moim klimatem oświetlenia, oraz z motywami industrialu, szeroko pojętego, zarówno muzycznie, jak i dosłownie.

Technicznie, zaczęło się od czarnego tła. I to nie byle jakiego (nienawidzę pracować na czarnym tle kartonowym), bo z aksamitu. Aksamit ma tą cechę, że "pochłania" światło, dzięki czemu tło jest naprawdę czarne, a nie szarobure. Można ustawiać lampy dowolnie, nie martwiąc się, czy aby drobinka światła nie muśnie powierzchni tła. Ogromny komfort pracy.

Uznałem, że czarne tło ładnie "połączy" zdjęcia ze wszystkich sesji razem. Oprócz tego modelki (nie przewiduję jak na razie udziału modeli) o zdecydowanej urodzie, pewne siebie. No i zespół stylistek, zdolnych zrealizować moje niezbyt przyziemne wizje. A oto, co wychodziło z tego...

Pierwszą sesję zrobiliśmy z Natalią, a w malowaniu pasków itp pomogła mi Anna. Body painting farbami do ciała supra color, białą, czarną i odrobiną czerwonej. Oświetleniowo bardzo prosto, softbox po lewej stronie, lekko przed modelką, i rim light (goły flash) po prawej, mniej więcej równo z linią tła.

Druga sesja była nieco trudniejsza w stylizacji. Nie takie znowu krótkie włosy modelki trzeba było poustawiać w irokeza. O pomoc w tej sesji poprosiłem Olkę, której umiejętności nie raz już zrobiły z sesji dzieło sztuki.

Tu światełko jest nieco bardziej skomplikowane (ale tylko nieco). Goły flesz z niebieskim filtrem po lewej stronie, nieco za modelką. Z drugiej strony, też odrobinę za modelką, niewielki soft box (60x60), a dokładnie na wprost twarzy - grid.

Ostatnia jak na razie sesja odbyła się w niedzielę, i jak na razie była najdłuższa ze wszystkich (ponad 6 godzin). Większość czasu zajęła oczywiście stylizacja (tworzenie kompletu bielizny z żółto-czarnej taśmy, malowanie włosów w żółte pasma, żółto-czarny make-up i paznokcie w żółto-czarne pasy), same zdjęcia nie więcej niż pół godziny.

I tyle, jak na razie. Chwila przerwy, następne sesje pewnie już po nowym roku. Chwilowo jestem zawalony pracą, i fotografia w ramach własnych projektów musi niestety zejść na dalszy plan...

niedziela, 8 sierpnia 2010

MILK!

O to to, wreszcie coś śmieszniejszego, niż zwykły blogowy bełkot. Proszę uprzejmie:



Ostatnio, w ramach przygotowania do warsztatów fotografii portretowej przeglądałem sobie filmy Marka Wallace'a, z serii Digital Photography one on one (swoją drogą gorąco polecam wszystkim początkującym fotografom). Przejrzenie takiej serii to bardzo dobry sposób, żeby niczego nie zapomnieć.

Rzecz w tym, że po 8 latach fotografowania niektóre rzeczy tak wchodzą w nawyk, robią się tak oczywiste, że aż zapomina się o nich wspomnieć na pierwszych czy drugich zajęciach. A bez tych podstaw, ani rusz dalej. Zwykle do takiego przygotowania używam "Fotografii" Johna Freeman'a, ale aktualnie zostałem odcięty daleko od mojego księgozbioru, więc posiłkuję się internetem...

Anyway, wiecie już, czy magnum reflector jest parabolic czy elipsoydal?

Dobrze, powiem Wam: parabolic. Lećcie wygrać łychę ;)

sobota, 7 sierpnia 2010

Światło zastane jako religia...

Tak, właśnie tak postrzega światło zastane wielu fotografów. O ile u początkujących jest to zrozumiałe (światło błyskowe początkowo wydaje się trudne, frustrujące), o tyle u zawodowców brzmi to dość żałośnie.

Najczęstszy argument brzmi: światło błyskowe jest nienaturalne. Oczywiście, może być, ja to na przykład lubię. Ale nie musi. Ot, proszę uprzejmie, przykłady:

W 1, 2 i 4 zdjęciu - po 2 flesze, w 3 - tylko jeden. Bez ich użycia zdjęcia wyszłyby niezbalansowane, nudne i albo powypalane, albo bez szczegółów w cieniach.

Poza tym, bez użycia fleszy nie ma żadnej kontroli nad światłem, żadnych możliwości, fotograf traci ponad połowę narzędzi do budowania atmosfery zdjęcia. W końcu fotografia to malowanie światłem, a jak tu malować, jak nie ma czym...

Dochodzę do wniosku, że fotografowie, którzy odrzucają światło błyskowe, są po prostu zbyt tępi, żeby je opanować. Nie chcą jednak się przyznać, więc dorabiają sobie do swoich braków ideologię... Żałosne, prawda?

niedziela, 4 lipca 2010

Targowa na zielono

Dość niecodzienna sesja, bo organizowana nie przeze mnie, a przez modelkę. Ina, bo tak ma modelka na imię, wybrała na miejsce sesji bardzo popularną w warszawskich kręgach fotograficznych klatkę schodową.

O popularności tego miejsca niech świadczy fakt, że równolegle z nami pojawiła się tam jedna młoda para z fotografem, a "odbiły się od nas" trzy następne. O ile sesja ślubna w pół godziny spokojnie się zrobi, o tyle nasza - minimum dwie, więc czekać nie chcieli...

Początkowo byłem dość sceptycznie nastawiony do stylizacji, na szczęście powoli staję się nieco bardziej liberalny na sesjach, więc poza luźnym komentarzem nie miotałem się szczególnie z tego powodu.

Takie a nie inne miejsce sesji ciągnie za sobą pewne trudności. Gdzie poustawiać światła, gdzie samemu stanąć, żeby ładnie skadrować pozującą modelkę? W końcu się udało. Na początku - zdjęcia przy oknie.

Aż cztery źródła światła, z czego trzy to światła błyskowe, czwartym jest oczywiście okno. Pierwsza lampka oświetla modelkę od tyłu, oraz fragment klatki schodowej w prawym dolnym rogu (jest to softbox 60x60). Druga znajduje się pół piętra wyżej, niż Ina, i ma na sobie grid, dzięki któremu tylko delikatnie akcentuje krawędź półpiętra (prawy górny róg). Ostatnia lampka to bare bulb na samej górze, pozwala zobaczyć najwyższe piętro. No i ultra szeroki kąt do tego, żeby pokazać wszystko, co pokazać sobie wymyśliłem.

Później wykonaliśmy kilka zdjęć z modelką na samym dole klatki, podłoga w tym miejscu jest pokryta kaflami ułożonymi w szachownicę, co daje dość ciekawe tło.

Światełko na tym zdjęciu jest tylko jedno, softbox umieszczony pod schodami z prawej strony kadru. Lekko "trupi" kolor górnej połowy ciała modelki wynika oczywiście z faktu, że część światła odbiła się od zielonej ściany i zmieniła kolor.

Żeby się nieco ukreatywnić, zrobiłem kilka zdjęć z wyciąganiem białej plamki itp, wyszło o tak:

I na koniec nieco portretowych, głównie z myślą o wizażystce. Użyłem dość klasycznego portretowego ustawienia świateł, myślę, że w tym wypadku wypadło dość dobrze.

Softbox po lewej stronie, grid lekko ochłodzony - po prawej za modelką. Do tego rozmycie spowodowane użyciem bardzo plastycznego obiektywu (135/2L) i efekt powodujący, że wszyscy twierdzą, że użyłem gaussian blur :P Akurat tego nie używam wcale, ale ciiii...

I na koniec bonus, zdjęcie, które wstawiłem do swojego portfolio na stronę internetową:

Reszta galerii, w której wylądowało to zdjęcie - o TU

sobota, 22 maja 2010

Location kit w praktyce

Przygotowania do sesji, na spokojnie, prawie cały dzień na to... Przeglądanie albumów, shotlist, koncept... No i pakowanie sprzętu. Całość musi wejść w jedną walizę, więc siłą rzeczy panterki i bowensy zostają w domu. Bierzemy speedlighty. Całość wygląda mniej więcej tak:

Przepraszam za jakość zdjęcia, kłapnięte przy świetle zastanym biednym moim 30D, które zostało oderwane od emerytury. Części rzeczy nie widać, ale postaram się wszystko czytelnie opisać.

Po lewej stronie - standy itp, a dokładnie:
-3x Manfrotto Nano 5001 + umbrella adapter
-2x biała parasolka
-1x lekki monopod Velbona, który w połączeniu z asystentem tworzy boom.

W środkowym rzędzie, od góry do dołu:
-5D mk II z gripem
-2x 430EX II
-1x 580EX II
-17-40/4L USM
-Akcesoria, tzn głównie zapasowe baterie (do każdej lampy 2 komplety), lable, kostki, holery, karty itp (w sumie 4+4+8 gb w kartach)

I rząd prawy:
-85/1,8 USM + osłona
-Znowu akcesoria, tym razem zapasowa bateria do aparatu, stofen i grid.
-Seikonic 358 z modułem PW
-4x Pocket Wizard Transciver Plus II
-Collapsable Softbox 60x60

Do tego w "drzwiach" filtry, notatnik, długopis, zapasowy wizytownik i biało-srebrna blenda, okrągła, 80cm.

A teraz - co i dlaczego.

Sesja ma się odbyć w garażu podziemnym, więc problemu przebijania światła zastanego nie ma, trzy lampki spokojnie sobie poradzą. Mamy fotografować dość delikatną kreację, stąd modyfikatory do światła miękkiego. Niewiele kart (zasadniczo mieszczę się na jednej 8GB), z prostej przyczyny, od pewnego czasu 5D mk II pracuję tylko w trybie jpg. Algorytm tego aparatu pozwala uzyskać dużo ładniejsze "jotpegi", niż jakikolwiek program do wywoływania.

Wybór obiektywów? Do mody te dwa są absolutnie wystarczające, 85 do klasycznych kadrów, szerszych portretów i "cięć", 17-40 do dynamiczniejszych zdjęć.

Efekt zastosowania takiego zestawu - najprawdopodobniej opublikuję w przyszłym tygodniu. Cierpliwości.

czwartek, 29 kwietnia 2010

reAkcja

Niecały tydzień temu wykonałem sesję. Efekty tej pracy opublikowałem w kilku miejscach w internecie, opisałem ją też w poprzednim poscie. Reakcje dość standardowe, jednym się podoba, innym nie, pitu pitu, wszystko w normie.

Jedyne "niestandardowe" reakcje tyczyły się zdjęcia z glanami i ćwiekami, o, tego:

Szczerze mówiąc, niczego nieetycznego, obscenicznego, szokującego ani tym bardziej niesmacznego w tym zdjęciu nie widzę. Nagość, owszem, ale nagość towarzyszy sztuce dużo dłużej, niż istnieje fotografia. Nagość bezpośrednia, bez zasłonek, cieni, bez pozy zakrywającej co pikantniejsze szczegóły. Ale ciągle pozostaje to zwykła nagość, nie ma w tym zdjęciu ani krzty pornografii, ani niczego w tym stylu.

A reakcje są co najmniej takie, jakbym opublikował zdjęcie gwałconego papieża... Bulwersacje, złorzeczenia, raportowanie zdjęcia do moderacji (w niektórych przypadkach skończyło się zdjęcia tego przez moderację usunięciem). I dlaczego? Tego właśnie cholera nie wiem...

I w tym celu napisałem ten post... Może Wam uda się mi to wyjaśnić...

niedziela, 4 kwietnia 2010

Top ten - fotografowie, według mnie oczywiście ;)

Tak świątecznie, lekko łatwo i przyjemnie. Dziesięciu najlepszych fotografów, according to t-jack. Żyjących, jak i tych, którzy niestety spoczywają już w pokoju (smutne, ale całkiem niedawno zmarło wielu znakomitych fotografów...)

1. Pierwsze miejsce, niewątpliwie totalnie zasłużone, Helmut Newton. Za znakomite zdjęcia, prostotę, skromność, i za "Gun for hire", które uświadomiło mi, jak cholernie dużo mam jeszcze do zrobienia, zanim będę mógł pełnoprawnie nazywać się fotografem.

2. Chase Jarvis. Suprised? You shouldn't be. Pomysły, doskonałe podejście do fotografii, duży dystans do reguł sztuki fotograficznej, połączony z ogromną perfekcją. Mistrz!

3. Erwin Olaf. Za umiejętność pokazania piękna, nawet tam, gdzie pozornie go nie ma. I za światło. Kolejny fotograf, który uświadomił mi, jak cholernie malutko na razie umiem.

4. Peter Lindbergh. Po prostu, za kalendarz Pirelli (o ile pamiętam, z 2002 roku). A konkretnie, najbardziej, to za zdjęcie z czerwca (ha, moje urodziny), jest po prostu idealne.

5. Irving Penn. Znany głównie ze zdjęć mody, ja najbardziej lubię jego zdjęcia urody, konceptualne, zwłaszcza zbliżenia. Takie, jak to:

6. Jean - Baptiste Mondino. Za deja vu! Za kolory, no, i za to, że w końcu zrozumiałem, że zdjęcie nie musi być zabójczo ostre, żeby miało sens.

Jakoś nie mogłem znaleźć wersji bez napisu...

7. Oliviero Toscani. Za United Colours of Benetton. Za zdjęcie z zakonnicą i pastorem. I za wszystkie porąbane pomysły.

8. Mario Testino, za całokształt twórczości, za pokazanie, że erotyzm, seksualność i piękno modelek można pokazać delikatnie, bez wyzywających póz i dziwkarskich ciuchów.

9. Solve Sundsbo. Fotografuje modę i urodę dokładnie tak, jak to należy robić. I bardzo dba o światło. I nie maskuje pokazaniem cycków modelki braku pomysłu na zdjęcie!

10. David LaChapelle, za wonderland. Zdjęcia Davida są totalnym oderwaniem od rzeczywistości, i chociaż koncepcyjnie jest moim totalnym przeciwieństwem, bardzo lubię oglądać jego prace.

I to by było na tyle, 10-ka zapełniona. Nie zgadzajcie się ze mną do woli :)

sobota, 3 kwietnia 2010

Charakteryzacja?

Ano właśnie... Długo się zbierałem, żeby w końcu się tym zająć. Primo, bo dzięki temu mogę idealnie przekazać swoje wizje, nie tylko światłem i obiektywem, secundo, z racji niemożliwości totalnej dogadania się z żadnym charakteryzatorem. Jakaś taka animozja wrodzona chyba.

Ostatnio wykonałem dwie sesje, korzystając z różnych dziwnych substancji nabytych w sklepie Kryolan. Na moje (nie)szczęście sklep ten znajduje się w bezpośredniej bliskości miejsca, w którym często pracuję. Dobrze, bo mam łatwy dostęp do materiałów, źle, bo materiały te są absolutnym morderstwem dla mojego portfela.

Pierwszą sesję, zainspirowaną teledyskiem Poets of the Fail do piosenki Carnival of Rust:



Sesję wykonaliśmy w Xaos studio, którego to studia właściciel zapozował też do jednego ze zdjęć:

Tu akurat charakteryzacji nie ma, zdjęcie spontaniczne. W inne trzeba było jednak włożyć dużo więcej pracy. Na pierwszy ogień poszła charakteryzacja, którą nazwałem The Mad Hea(r)ther, a w rolę wspomnianego wcieliła się Polly. Białe i czerwone farby supracolor, do tego czarny cień, czerwona szminka i czarny eyeliner do obramowania czerwonego karo.

Druga charakteryzacja, wyjątkowo jak na moje sesje, przed obiektywem zasiadł przedstawiciel płci męskiej. Dominik, bo o nim mowa, okazał się jednak modelem bardzo utalentowanym i miłym we współpracy. Może czas zacząć wpuszczać facetów na sesje? Zobaczymy... Anyway, białe i czarne supracolor, Chaotic Go2B na włosy... I tyle.

Była jeszcze trzecia kreacja, ale bez typowej charakteryzacji. Po tej sesji minęło nieco czasu, aż w końcu wykonałem sesję, której nieco się bałem (dużo trudniejsza charakteryzacja, niż po prostu umalowanie twarzy na biało). Ogólnie postawiłem sobie pytanie "czy umiem wykonać charakteryzację Jokera?". W roli króliczka doświadczalnego wystąpiła Iwona. A, i bardzo dziękuję mojej siostrzyczce za użyczenie oliwkowego płaszcza! A wracając do charakteryzacji. Tym razem znowu supracolor, czarne, białe i czerwone, nakładane jednak już nie tylko gąbeczkami, za łatwo by było, musiałem wziąć różniste pędzelki. Blizny wykonałem klejem do cery (wiem, dziwnie brzmi), cały make up utrwaliłem pudrem ryżowym, a włosy sfioletowiłem lakierem koloryzującym Kryolan. Nim też wykonałem napis na ścianie.

Tak wyglądała charakteryzacja w zbliżeniu. A tu, już z odpowiednim kontekstem:

Oczywiście, można w tej charakteryzacji wiele poprawić... No, ale dopiero zaczynam w końcu, poza tym - Why so serious?

Aha, żeby nie było, że tak totalnie niefotograficznie, zdjęcia z pierwszej sesji wykonałem Canonem 5D z 85/1,8 USM, a oświetliłem gridowanym beauty dishem od góry, i małym softboxem od dołu, jako fill. Zdjęcia Jokerowe oświetlałem dwoma speedlite'ami (580EX II i 430EX II) odpalonymi Pocket Wizard Transcivers, zdjęcia zrobiłem 5D mk II, pierwsze z 85/1,8, drugie z 17-40/4L USM.

Ogólnie bardzo mi się podoba ten element przygotowania do sesji, więc bardzo możliwe, że takich zdjęć będzie dużo dużo więcej. Zapraszam do odwiedzania bloga!

wtorek, 22 grudnia 2009

2009 - podsumowanie, zdjęcia...

Niby do końca roku jeszcze trochę czasu, ale jest więcej niż prawdopodobne, że na ten rok swoją działalność fotograficzną już zakończyłem. Czas na małe podsumowanie... Jak rok temu, umieszczę najlepsze, moim zdaniem, zdjęcia...

Kategorie będą oczywiście zupełnie inne. Cóż, ja się zmieniam, moja fotografia się zmienia, nic nie poradzę.

Najmniej w tym roku było zdjęć architektury, tylko trzy zlecenia plus dwa domy fotografowane niekomercyjnie. Wybrane zdjęcie przedstawia taras w podkowiańskim Pałacyku-Kasyno:

Niewiele więcej, ale też mało (dużo, dużo za mało, według mnie) było zdjęć sportowych. Wybrałem... No, dość niecodziennie. Ale co poradzę, bardzo lubię to zdjęcie, chociaż najprawdopodobniej jest bardzo nędzne, jednak nie mogę na nie spojrzeć obiektywnie.

Wbrew pozorom, na zdjęciu jest koń z jeźdźcem. Fotografia wykonana w czasie Toyota-Sygnity World Cup 2009.

W tym roku, zdecydowanie więcej niż w poprzednich latach, było u mnie zwykłego łażenia z aparatem, i cykania zdjęć ot tak, dla zabawy. Troszkę tego powstało, najciekawsze - cyknięte w podziemnym przejściu przy Metro Centrum:

Moda. W zeszłym roku ponad 70% wszystkich sesji, ponad 90% wszystkich zleceń. W tym zaledwie 1/3 tego wyniku. I w sumie dobrze, jakoś nie przepadam za tym rodzajem fotografii... A zdjęcie... Takie jakieś mało moje, ale podoba mi się. Pozowała Iwonka, makijaż wykonała Agata Kozielska.

Swoją drogą, tęsknię bardzo za pracą z panią Iwoną, chociaż może już przy nieco bardziej klimatycznych sesjach...

Beauty. Tego zawsze było u mnie malutko. Bardzo bardzo bardzo malutko. Ale jednak coś było. Bardziej 4 fun, niż z rzeczywistej potrzeby:

Make up wykonała Ola Szarejko, truskawkowy naszyjnik pracowicie nawlekałem ja. Sesja wykonana w warunkach dalece odbiegających od tych w studio, w co nie chcą zupełnie uwierzyć ludzie oglądający to zdjęcie...

Portret. Tak, tego było sporo. Chyba najwięcej zleceń tegorocznych było właśnie na portrety. Wybrałem dwa zdjęcia, klasyczne:

i takie dziwadłowate, jak to tylko ja potrafię (tzn zwykłe zdjęcie zmasakrowane photoshopem):

Na pierwszym - Agnieszka Brodowska, na drugim - moja własna, prywatna siostra.

Koncerty. Niestety, w tym roku fotografowałem tylko siedem. A ulubione zdjęcie... Tu znowu jestem nieobiektywny, ale po prostu był to najlepszy koncert tego roku:

Sabaton, oczywiście, z resztą to zdjęcie przewinęło się już przez blog, nie tak dawno temu.

I na koniec najciekawsze - conceptual. Dziwna kategoria, w sumie można wrzucić do niej prawie wszystko, i nie podejmuję nawet próby opisania, jak sam rozumiem jej znaczenie. W każdym razie, w tą stronę najchętniej kieruję się wraz z moją fotografią.

I tyle, jeśli chodzi o zdjęcia... Sztampowego podsumowania sukcesów, porażek itp raczej robić nie będę, nudne to i pretensjonalne. Coś za coś. Będzie konkurs... Na najlepsze zdjęcie fajerwerków noworocznych. Zgłoszenia (pojedyncze zdjęcie (*.jpg, dłuższy bok 800px, na adres tjack@t-jack.pl, do 10.01.10, z podpisem, krótkim opisem, gdzie zostało wykonane itp). Nagrodą będzie nowy, wybrany przez zwycięzcę obiektyw stałoogniskowy Canon EF, poza serią L (czyli np 50/1,4, 85/1,8, 100/2, 100/2,8 macro, 35/2, 15/2,8...).

Pozdrawiam, niniejszym życząc powodzenia w konkursie oraz wszystkiego najlepszego w nowym roku.

środa, 16 grudnia 2009

1 aparat,1 obiektyw

Jak pewnie zauważyliście, czytając poprzednie wpisy, mam nieco przesadne podejście do sprzętu (musi być dużo, musi być dobry itp). Wynika to z wielu rzeczy, o których nie chcę się teraz rozpisywać. Tak czy inaczej, wybranie się na sesję bez zapasowego body, 4-ch obiektywów (tele, szeroki, backup tele, backup szeroki) wydaje mi się rzeczą absolutnie niestosowną. A nóż coś padnie? Ostatnio najczęściej rolę tą pełnią 5D mk II - główne body sesyjne, 1D mk III (nie moje aktualnie) - backup, 85/1,8 - tele, 35/1,4 - szeroki, 70-200/2,8 - backup tele, 17-40/4 - backup szeroki. Abstrachując od faktu, że 1D mk III + 70-200/2,8 to dość ciężki sprzęt jak na backup, zauważyłem pewną dziwną prawidłowość.

85/1,8 pod pełną klatką robi się dość interesującym szkłem (generalnie chodzi mi o ogniskową, nie musi być to konkretnie wersja 1,8 USM). Wystarczająco długie, żeby zrobić portret bez paskudnej dystorsji, wystarczająco krótkie, żeby w większości wypadków objąć całą postać (mówię o fotografii studyjnej).

Efekt - 2 ostatnie sesje, powiedzmy, rekreacyjne, wykonałem używając tylko i wyłącznie tego szkła, wpiętego w 5-kę. Efekty:

Nie jest to szczyt moich możliwości, oczywiście (nie przepadam za pracą w studio). Ale jeśli chodzi o odwzorowanie, jest jak najbardziej ok. Oczywiście przy fotografii plenerowej sprawa jest dużo bardziej skomplikowana, jest więcej planów, które kontrolujemy właśnie użytą ogniskową. Ale w studio... Wychodzi, że pomijając backupy, można dobry sprzęt do pracy w studio mieć za ok 5tys, mówię o używanym 5D mk I i nówce 85/1,8 USM.

Przy najbliższej okazji sprawdzę, czy to samo będzie się dało uzyskać używając 50mm przy matrycy APS-C, niby tylko 5 milimetrów różnicy, nie powinno to być zauważalne. (jest to różnica w kącie widzenia, nie w ogniskowej).

A na razie - pozdrawiam, i wracam do obróbki pewnego dużego zlecenia, które, przy odrobinie szczęścia, będę mógł opisać już za 2 miesiące.

niedziela, 15 listopada 2009

Milenius, portrety i trochę techniki...

Na wstępie pragnę przeprosić za dość długą absencję. Miałem sporo zajęć, w tym organizację i prowadzenie warsztatów fotograficznych, nawiasem mówiąc - bardzo udanych, więc dopiero teraz mogę wyprodukować kolejny post "szkoleniowy".

Mniej więcej trzy tygodnie temu, na prośbę mojej ulubionej modelki (i świetnej przyjaciółki), Mileny, wykonałem zdjęcia na stronę teatru polonistyki UW. Generalnie zapotrzebowanie nie było wielkie, zdjęcie grupowe + portret każdego z aktorów, scenarzystów i kompozytorów.

Generalnie ani wykonanie grupówki, ani zrobienie portretu nie jest trudne. Zaczniemy od tej pierwszej. Najważniejsze jest proste, równe oświetlenie (w tym wypadku - dwa poziomo ustawione strip boxy, jeden po lewej (main), drugi po prawej (fill). Różnica mocy - mniej więcej 1EV, więc cienie automatycznie wyszły dość płytkie. Grupa nie była duża, więc po ustawieniu należy po prostu zrobić "bu", nacisnąć migawkę, i najlepiej kilka razy pod rząd. Któreś będzie ok.

W tym wypadku wykonałem 7 ekspozycji, z czego 6 wywołałem, 7-ma wyszła nie najlepiej (zamknięte oczy itp).

Większy (odrobinę) problem jest z portretami. Na stronie zdjęcia powinny wyglądać w miarę jednolicie, więc oczywiście jeden schemat oświetlenia. Problem w tym, że światło dobiera się zwykle do modela, a tu było kilkanaście różnych osób, a światło miało być jedno. Wszystkich poprosiłem, by ubrali się na czarno, użyłem też czarnego tła. Głównym światłem był mały beauty dish, bez dyfuzora ani grida, wypełniającym - softbox 70x70 ze zdjętym przednim panelem (by uzyskać bardziej zróżnicowane wypełnienie cieni, podkreślające rysy twarzy). Oprócz tych dwóch świateł, musiałem jakoś "odciąć" postać od tła, i oświetlić włosy. Najlepiej do tego nadają się stripboxy (takie softboxy w formie długich, wąskich prostokątków). Dwie sztuki, na tej samej mocy, świecące od tyłu. Jeśli chodzi o moc świateł, dish na 0, wypełnienie na -1,5EV, stripy na +1EV. Efekty można obejrzeć w galeriach strony Mileniusa, ale oczywiście pokażę też kilka zdjęć tutaj:

Oczywiście nie jest to szczyt moich umiejętności portretowych, ale nie o to tu chodziło. Musiałbym do każdego typu urody dobrać inne oświetlenie, a wtedy, cóż, papa jednolitości.

Sprzętowo - Canon 30D (the Old Trusty), 70-200/4L USM zamiennie z 85/1,8 USM, Sekonic L-358

Sesja odbyła się w Metka Studio, na lampach Elfo 500 i Elfo 1200.

PS: Po przeczytaniu tekstu przez Captora postanowiłem pójść za Jego radą, i umieścić schemat oświetlenia przy portretach, może nie dla każdego jest on absolutnie jasny. Proszę uprzejmie zwrócić uwagę na ogromny poziom moich umiejętności rysunkowo-artystycznych:

To tyle, jeśli chodzi o ten temat, myślę, że wiele więcej dodać się po prostu nie da...

czwartek, 15 października 2009

Warsztaty fotografii studyjnej!

Po raz pierwszy od chyba dwóch lat, osobiście organizuję warsztaty fotograficzne.

Kurs odbędzie się w dniach 7.11 i 8.11, w weekend, w Xaos studio, na ulicy Zamiejskiej 10. Studio dysponuje dużą salą, w której odbędą się warsztaty, oraz wszystkimi pomieszczeniami pomocniczymi.


Plan warsztatów to 4 bloki po 3 godziny każdy, dwa w sobotę, i dwa w niedzielę:

Sobota (7.11)
11-14 - podstawy pracy ze światłem, pomiarów, doboru ogniskowych, przysłon, oraz wybór odpowiednich modyfikatorów do lamp.
15-18 - praca z modelką, ustawienia portretowe, modowe, beauty, kontrola kontrastu.

Niedziela (8.11)
11-14 - klasyczne, zaawansowane techniki oświetleniowe, użycie ostrego światła w fotografii portretowej i mody.
15-18 - kreatywne fotografowanie studyjne, praca z modelką przy trudniejszych koncepcjach, łączenie technik oświetleniowych.

Warsztaty łączyć będą w sobie elementy teorii i praktyki, każdy z uczestników będzie miał okazję wykonać własne fotografie, korzystając z własnego sprzętu lub sprzętu dostępnego na warsztatach (do wyboru sprzęt Canon lub Nikon, będzie można oczywiście popracować na obu, porównać, który lepiej "leży w rękach" itp).

Do zdjęć pozować będą dwie doświadczone modelki (Iwona Brylińska, znana u mnie chociażby z sesji Chicago czy Pomarańczowo-niebieskiej, i Monika Ordowska, Miss Warszawy z roku 2008):


Całkowity koszt warsztatów wynosi 300zł za dwa dni. Przewidujemy warsztaty dla ośmioosobowej grupy, przy większej ilości osób nie mogłoby być odpowiednio indywidualnego podejścia, dlatego proszę rezerwować miejsca z wyprzedzeniem, bo mogą się dość szybko skończyć.

Kontakt:
Jacek (fotograf): 664 761 110
Krzysztof (studio): 790 333 553
Mail: tjack@t-jack.pl
GG: 835 65 22

Pozdrawiam i zapraszam