Pokazywanie postów oznaczonych etykietą charakteryzacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą charakteryzacja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 czerwca 2011

Zaraza

Początek serii, która teoretycznie powinna mieć 4 sesje (jeszcze Śmierć, Głód i Wojna), czy się uda - zobaczymy :).

Na pierwszy ogień poszła Zaraza. Do sesji zapozowała Pola, która wcześniej pozowała jako Chrystusica, Dama Kier, Wampirzyca, Sarmacka Szlachcianka, uciekinier z psychiatryka i wiele innych. Ciekawe zestawienie, prawda? ;)

Zdjęcia wychodziły różnie, od lekko karykaturalnych...

...przez klimat a'la dziewczynka z Ring...

Oświetlenie było bardzo proste. Głównym światłem jest mały softbox 60x60 z gridem, stojący po lewej stronie aparatu, lekko z góry. Drugie światło jest równoległe z tłem, i wydobywa fakturę osypującego się ze ściany tynku. Trzecie to ustawiony po prawej stronie, za modelką rim light.

Ostatecznie do publikacji wybrałem to zdjęcie:

Jak pewnie zauważyliście, ostatnio mało publikuję, sporo czasu zajmuje mi filmowanie, zapraszam na bloga Grave Films, mojej raczkującej wytwórni.

sobota, 15 stycznia 2011

Chill out

Sesja przy dźwiękach prawie-najnowszej płyty Schillera oraz re-mixów the Cure (album Mixed Up). Kolejny raz doceniłem ogromny wpływ muzyki na atmosferę sesji, oraz klimat zdjęć. A tak właśnie miało być. Po stresującej sesji na początku roku potrzebna była jakaś, która podtrzyma chęć robienia zdjęć. Tak po prostu. Wyszło lepiej, niż się spodziewałem.

Założenie było takie: 3 osoby (ja, modelka i wizażystka), 3 stylizacje, każdy wymyśla jedną. Zaczęliśmy od stylizacji modelki, którą była Ola.

Wiele o oświetleniu tych zdjęć powiedzieć nie mogę, poza tym, że było bardzo proste. Za to chwilę później zdecydowaliśmy się wszystko pozmieniać.

Na początku eksperymentowałem z oświetleniem z dołu, jednak do tego zdjęcia idealnie pasowało mi światło nieco z góry, od przodu. Do tego światło krawędziowe, oświetlające włosy, i lekkie wypełnienie ringiem (ok 3-4 EV poniżej ekspozycji).

Stylizacja Anki zmieniła się w dwie stylizacje - bliźniaki. Różnią się od siebie tylko kolorystyką. Powyższe zdjęcie oświetliłem jednym źródłem światła, białą parasolką transparentną, umieszczoną nieco bliżej osi obiektywu, niż to ma miejsce w klasycznym "rembrandtowskim" oświetleniu, ale na tej samej wysokości ("rembrandt lighting" to światło pod kątem 45 stopni w obu wymiarach).

To zdjęcie zrobiłem nieco jako bonus, na płytkiej głębi ostrości, i z dwoma światłami. Jedno (dalej parasolka) jest bezpośrednio po prawej stronie modelki, drugie, reflektor z gridem, po lewej jej stronie, bliżej tła.

I druga kolorystyka. Tu parasolka jest w ustawieniu "prawie rembrandtowskim" tylko w drugą stronę, bliżej tła, niż osi obiektywu. Wypełnienie cieni to rola ringlighta, ok 1,5EV poniżej ekspozycji.

I moja stylizacja. Ślady po pojedynku na pyszczku modelki to nieco cieni (fiolet, brązy, beże, czerń), czerwona, rozmazana pomadka oraz sztuczna krew. Oświetlenie powyższego zdjęcia jest zdecydowanie "ostrzejsze" niż poprzednich. 3 gołe lampy, jedna z góry, oświetla twarz modelki oraz tworzy blik na rękawicach, dwie symetrycznie dają oświetlenie krawędzi. Czwarte światło to jak wyżej ring, tym razem o 2 przysłony słabszy, niż ekspozycja.

W tym zdjęciu zniknęło główne światło, zostały rimy (ok 1,5EV ponad ekspozycją) oraz ring, tym razem na zero, czyli naświetlenie poprawne.

Sprzętowo, sesja wykonana 5D mk II z dwoma szkiełkami - 100/2,8 do "ostrych" zdjęć i 135/2 do miękkich portretów (ale z ostrymi oczami).

I jeszcze oficjalne credits:

Modelka: Ola
Stylizacja i wizaż: Anna
Zdjęcia + ostatnia stylizacja: Ja

Oby więcej takich sesji...

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Industrial Beauty

Zgodnie z zapowiedzią, oto i on: Industrial Beauty, "zimowy" projekt t-jack pictures, który zaczął powstawać w sumie przez przypadek... A zaczęło się od zimowej depresji.

Generalnie nie jestem fotografem, który po pierwszych opadach śniegu łapie za aparat i leci w plener focić śnieg, modelki na śniegu, itp itd... Właściwie, to trudno o mniej lubiane przeze mnie zjawisko atmosferyczne, zarówno prywatnie, jak i fotograficznie. Więc zima to dla mnie czas fotografowania w atelier, ewentualnie we wnętrzach.

Tak się złożyło, że do zaimprowizowanego atelier mam dostęp niemalże bez ograniczeń. Uznałem, że albo całą zimę będę robił zdjęcia od czapy, albo coś z tego wymyślę. No i wymyśliłem. Połączenie typowego beauty z moim klimatem oświetlenia, oraz z motywami industrialu, szeroko pojętego, zarówno muzycznie, jak i dosłownie.

Technicznie, zaczęło się od czarnego tła. I to nie byle jakiego (nienawidzę pracować na czarnym tle kartonowym), bo z aksamitu. Aksamit ma tą cechę, że "pochłania" światło, dzięki czemu tło jest naprawdę czarne, a nie szarobure. Można ustawiać lampy dowolnie, nie martwiąc się, czy aby drobinka światła nie muśnie powierzchni tła. Ogromny komfort pracy.

Uznałem, że czarne tło ładnie "połączy" zdjęcia ze wszystkich sesji razem. Oprócz tego modelki (nie przewiduję jak na razie udziału modeli) o zdecydowanej urodzie, pewne siebie. No i zespół stylistek, zdolnych zrealizować moje niezbyt przyziemne wizje. A oto, co wychodziło z tego...

Pierwszą sesję zrobiliśmy z Natalią, a w malowaniu pasków itp pomogła mi Anna. Body painting farbami do ciała supra color, białą, czarną i odrobiną czerwonej. Oświetleniowo bardzo prosto, softbox po lewej stronie, lekko przed modelką, i rim light (goły flash) po prawej, mniej więcej równo z linią tła.

Druga sesja była nieco trudniejsza w stylizacji. Nie takie znowu krótkie włosy modelki trzeba było poustawiać w irokeza. O pomoc w tej sesji poprosiłem Olkę, której umiejętności nie raz już zrobiły z sesji dzieło sztuki.

Tu światełko jest nieco bardziej skomplikowane (ale tylko nieco). Goły flesz z niebieskim filtrem po lewej stronie, nieco za modelką. Z drugiej strony, też odrobinę za modelką, niewielki soft box (60x60), a dokładnie na wprost twarzy - grid.

Ostatnia jak na razie sesja odbyła się w niedzielę, i jak na razie była najdłuższa ze wszystkich (ponad 6 godzin). Większość czasu zajęła oczywiście stylizacja (tworzenie kompletu bielizny z żółto-czarnej taśmy, malowanie włosów w żółte pasma, żółto-czarny make-up i paznokcie w żółto-czarne pasy), same zdjęcia nie więcej niż pół godziny.

I tyle, jak na razie. Chwila przerwy, następne sesje pewnie już po nowym roku. Chwilowo jestem zawalony pracą, i fotografia w ramach własnych projektów musi niestety zejść na dalszy plan...

niedziela, 29 sierpnia 2010

Taśmowa sesja

Od dawna taki pomysł mi latał po głowie, chciałem w jakiś sposób wykorzystać taśmę filmową do sesji z piękną modelką. Długo to potrwało (o ile zdobycie 20 rolek filmu to żaden problem, o tyle o śliczne dziewczę - dużo trudniej), ale w końcu udało mi się najpierw namówić Joannę na pozowanie (pozowała już wcześniej do sesji walentynkowej), a następnie znaleźć termin, w którym oboje mamy wolny czas, oraz wolna jest też miejscówka do zdjęć.

Kilka rolek przyklejonych do podłogi, kilka owiniętych dookoła ciała modelki, 3 światła (grid na twarz, softbox z prawej strony modelki, boxlight od góry jako fill) plus crossowa obróbka w photoshopie.

Ulubione zdjęcie Joanny. Tym razem bez grida, soft z lewej strony kadru, box z góry jako fill, i znowu cross.

Od tego zdjęcia zaczęliśmy... Chyba z godzinę zajęło nam wspólnymi siłami pomalowanie ust na czarno - biało tak, żeby się nie rozmazały, ale wyszło fajnie. 3 światełka, soft z lewej strony, z prawej rim, i na tło grid, żeby zrobić kropę.

To zdjęcie wymagało użycia stworzonej przez Asię biżuterii, namęczyła się, ale wydaje mi się, że było warto. Światełka nieco się zmieniły, softbox stanął mniej więcej pod kątem 45 stopni (byłby Rembrandt, gdyby modelka patrzyła na wprost w obiektyw), rim został jak był, kropa zniknęła.

Generalnie jestem bardzo zadowolony z tej sesji, między innymi dlatego, że dzięki zdjęciom z niej mogłem w końcu wrzucić w sieć nową wersję swojej strony (wszystko jak w starej, tylko galeria inna), zapraszam do obejrzenia - t-jack.pl

I bardzo, bardzo dziękuję modelce!

wtorek, 20 kwietnia 2010

Aktofashion

Takie właśnie studyjne, koncepcyjne popołudnie sobie wymyśliliśmy. Ogólnie na pierwszy pomysł (żeby w ogóle zrobić taką sesję) wpadłem ja, znalazłem modelkę, a potem razem z Moniką dopracowaliśmy idee. Które i tak w czasie sesji pozmienialiśmy diametralnie, jak to na conceptualach bywa.

Pierwszą ideą, ogólną, było połączenie fashion, fetish i aktu. I tak w sumie wyszło. Zaczęliśmy od pomysłu, który przyszedł mi do głowy jako ostatni (przyznaję uczciwie, po obejrzeniu teledysku do "Kiss with a fist" Florence and the Machine):

Mocny cross w obróbce, a zdjęcie - 3 światełka + wiatrak. Główne światełko - dish, z lewej strony, rim - strip box, z prawej, i za mną duży softbox jako fill.

To taka rozgrzewka tylko. Następnie jeden z ulubionych konceptów, z użyciem, a jakże, kaftanika. Do tego kabaretki, szpilki, jak fetish, to fetish:

Tu światełka były cztery, wiatrak też gdzieś tam był, ale przy dynamicznych ruchach modelki głównie pozwalał przeżyć w studio ogrzewanym lampami, niż realnie wpływał na zdjęcie. 2 stripy za modelką, soft jako fill, dish jako główne światełko.

Potem nastąpiła najtrudniejsza część, jeśli chodzi o stylizację. Otóż wymyśliliśmy sobie, że modelka będzie miała na dekolcie kilka ćwieków. No i trzeba było je poprzyklejać. W końcu się udało...

Słabo te ćwieki widać... Tu chyba lepiej:

Na szczęście na szyi jest obroża, tamtych już przyklejać nie musiałem. Po koncepcji kolczastej była jedna fashionowa (o tym kiedy indziej), a później - czerwona. Czerwone pończochy, czerwone usta, czerwona wstążka:

Błyśnięte dwoma stripami, jeden po każdej stronie (zdecydowanie bardzo często, jeśli nie ZA często, stosuję tą technikę). I dalej na czerwono:

Magda (modelka) potrafi czasami spojrzeć dokładnie jak Nicole Kidman. Albo ja mam jakiś dziwny wzrok i widzę coś, czego nie ma, tak też oczywiście może być.

Ogólnie sesja bardzo udana, przy dźwiękach albumu Lungs (Florence + The Machine) i soundtracku z Queen of the Damned (CHANGE!). Zdjęcia robiliśmy w moim ulubionym studio Metka.

Sprzętowo: 5D mk II + 85/1,8 + 17-40/4L USM + lampy Elfo + Pocket Wizard's

sobota, 3 kwietnia 2010

Charakteryzacja?

Ano właśnie... Długo się zbierałem, żeby w końcu się tym zająć. Primo, bo dzięki temu mogę idealnie przekazać swoje wizje, nie tylko światłem i obiektywem, secundo, z racji niemożliwości totalnej dogadania się z żadnym charakteryzatorem. Jakaś taka animozja wrodzona chyba.

Ostatnio wykonałem dwie sesje, korzystając z różnych dziwnych substancji nabytych w sklepie Kryolan. Na moje (nie)szczęście sklep ten znajduje się w bezpośredniej bliskości miejsca, w którym często pracuję. Dobrze, bo mam łatwy dostęp do materiałów, źle, bo materiały te są absolutnym morderstwem dla mojego portfela.

Pierwszą sesję, zainspirowaną teledyskiem Poets of the Fail do piosenki Carnival of Rust:



Sesję wykonaliśmy w Xaos studio, którego to studia właściciel zapozował też do jednego ze zdjęć:

Tu akurat charakteryzacji nie ma, zdjęcie spontaniczne. W inne trzeba było jednak włożyć dużo więcej pracy. Na pierwszy ogień poszła charakteryzacja, którą nazwałem The Mad Hea(r)ther, a w rolę wspomnianego wcieliła się Polly. Białe i czerwone farby supracolor, do tego czarny cień, czerwona szminka i czarny eyeliner do obramowania czerwonego karo.

Druga charakteryzacja, wyjątkowo jak na moje sesje, przed obiektywem zasiadł przedstawiciel płci męskiej. Dominik, bo o nim mowa, okazał się jednak modelem bardzo utalentowanym i miłym we współpracy. Może czas zacząć wpuszczać facetów na sesje? Zobaczymy... Anyway, białe i czarne supracolor, Chaotic Go2B na włosy... I tyle.

Była jeszcze trzecia kreacja, ale bez typowej charakteryzacji. Po tej sesji minęło nieco czasu, aż w końcu wykonałem sesję, której nieco się bałem (dużo trudniejsza charakteryzacja, niż po prostu umalowanie twarzy na biało). Ogólnie postawiłem sobie pytanie "czy umiem wykonać charakteryzację Jokera?". W roli króliczka doświadczalnego wystąpiła Iwona. A, i bardzo dziękuję mojej siostrzyczce za użyczenie oliwkowego płaszcza! A wracając do charakteryzacji. Tym razem znowu supracolor, czarne, białe i czerwone, nakładane jednak już nie tylko gąbeczkami, za łatwo by było, musiałem wziąć różniste pędzelki. Blizny wykonałem klejem do cery (wiem, dziwnie brzmi), cały make up utrwaliłem pudrem ryżowym, a włosy sfioletowiłem lakierem koloryzującym Kryolan. Nim też wykonałem napis na ścianie.

Tak wyglądała charakteryzacja w zbliżeniu. A tu, już z odpowiednim kontekstem:

Oczywiście, można w tej charakteryzacji wiele poprawić... No, ale dopiero zaczynam w końcu, poza tym - Why so serious?

Aha, żeby nie było, że tak totalnie niefotograficznie, zdjęcia z pierwszej sesji wykonałem Canonem 5D z 85/1,8 USM, a oświetliłem gridowanym beauty dishem od góry, i małym softboxem od dołu, jako fill. Zdjęcia Jokerowe oświetlałem dwoma speedlite'ami (580EX II i 430EX II) odpalonymi Pocket Wizard Transcivers, zdjęcia zrobiłem 5D mk II, pierwsze z 85/1,8, drugie z 17-40/4L USM.

Ogólnie bardzo mi się podoba ten element przygotowania do sesji, więc bardzo możliwe, że takich zdjęć będzie dużo dużo więcej. Zapraszam do odwiedzania bloga!