Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą technika. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 czerwca 2011

Produkty różniste punktowo

Praktyczne wykorzystanie punktowego światła w najprostszej formie - fotografując obiekty nieruchome. Przy fotografii produktowej jest to bardzo przydatny rodzaj światła, pozwala wydobyć z cienia dokładnie ten element obiektu, którym akurat chcemy zainteresować widza.

Za przykład posłużą fotografowane przeze mnie jakiś czas temu buty i zegarki.

To zdjęcie oświetliłem trzema światłami: pierwsze, lampa z długą czarną strumienicą, oświetla but na pierwszym planie. Stoi po lewej stronie aparatu. Druga lampa, tym razem z ok 8-centymetrowym gridem, oświetla tylną część tego buta (but na pierwszym planie oświetlam mocniej, drugi jest tu tylko tłem), definiuje krawędź. Trzecia lampa, po lewej stronie w głębi, ze strumienicą, oświetla but stojący w tle.

Tu znowu są trzy światła. Główne dwa (ze strumienicami) są po prawej i lewej stronie buta, oświetlając go równo. Trzecie, ze spłaszczoną strumienicą z gridem, oświetla środkową część podeszwy od strony aparatu.

To zdjęcie miało mniej pokazywać wygląd buta, bardziej ukazać go jako interesujący obiekt. Użyłem dwóch głównych świateł - grid z tyłu, oświetla krawędź buta, strumienica z prawej strony, oświetla wierzch i sznurówki, oraz jednego wypełniającego - od góry strumienica oświetla wnętrze buta.

Zegarek jest odrobinę trudniejszy, wymaga silniej skupionych świateł. Główne światło to strumienica z 6cm gridem na końcu, oświetla samą tarczę, drugie - grid 8cm - oświetla z prawej strony lewą część paska, trzecie, również po prawej stronie, ale w głębi, oświetla prawą stronę paska.

Wszystkie zdjęcia wykonałem w zagraconym magazynie studia, bez żadnego tła (punktowe światła po prostu nie oświetliły nic poza obiektem), ustawiając buty i zegarki na tafli szkła.

PS: przepraszam za długą przerwę w blogowaniu, mało czasu jakoś ostatnio ;)

piątek, 25 lutego 2011

Punktowe światło I - czym?

Bardzo często w moich zdjęciach używam świateł punktowych. Do portretu, aktu, nawet mody. Oczywiście, równie dużo jest w tym próby wytworzenia własnego stylu, jak zwyczajnej popisówki. Niewielu fotografów potrafi pracować takim światłem.

Softboxy, parasolki, beauty dishe, to wszystko proste narzędzia, nie powinny nikomu sprawić problemów (co nie znaczy, że są złe, czasami się przydają). Ale zrobić zdjęcia ostrym światłem, a tym bardziej - punktowym... Tu zaczynają się schody.

Przy softboxie modelka może poruszyć się kilka centymetrów w każdą stronę, efekt nie zmieni się znacząco. Przy punktowym oświetleniu - totalnie wyjdzie z oświetlonego obszaru. Taka technika wymaga dużo zarówno od fotografa, jak i od modelki.

Tytułowe pytanie - czym? Są dwie opcje. Pierwsza to lampy studyjne, których zaletą (ogromną przy takiej fotografii) jest światło modelujące. Wadą - rozmiary, oraz trudność z wykonaniem osobiście modyfikatorów. Te produkowane masowo przeważnie nie ograniczają światła tak mocno, jak jest to potrzebne.

Druga to speedlighty. Poza brakiem świateł modelujących mają same zalety. Można do nich dorobić dowolne strumienice, gridy, flagi, połączenia powyższych.

Na wielu stronach (strobist.com, żeby dalej nie szukać) łatwo znaleźć tutoriale, jak wykonać strumienicę z tektury czy grid z czarnych słomek.

Tutoriale te sugerują gridy do ok 2-3cm, raczej krótsze, oraz zwykłe "równe" strumienice. Moje gridy mają od 2 do 8cm, a strumienice zrobiłem tak, że da się z nich uformować "lejek". Dzięki temu mogę otrzymać bardzo małą plamę światła nawet stawiając flesz dość daleko.

Ciekawą opcją dla speedlightów jest też ta, którą zaproponował Zack na swoim blogu. Zamiast montować grid bezpośrednio na fleszu, bierzemy lightsphere (taki bezsensowny modyfikator w kształcie miski na lody), malujemy z zewnątrz na czarno, w środku na biało, a okrągły grid doczepiamy dopiero na to. Daje to równiejszy okrąg światła, oraz pozwala na doczepienie jednego, dwóch, czasami trzech gridów.

To tyle na temat modyfikatorów, następna część będzie o tym - jak?

sobota, 15 stycznia 2011

Chill out

Sesja przy dźwiękach prawie-najnowszej płyty Schillera oraz re-mixów the Cure (album Mixed Up). Kolejny raz doceniłem ogromny wpływ muzyki na atmosferę sesji, oraz klimat zdjęć. A tak właśnie miało być. Po stresującej sesji na początku roku potrzebna była jakaś, która podtrzyma chęć robienia zdjęć. Tak po prostu. Wyszło lepiej, niż się spodziewałem.

Założenie było takie: 3 osoby (ja, modelka i wizażystka), 3 stylizacje, każdy wymyśla jedną. Zaczęliśmy od stylizacji modelki, którą była Ola.

Wiele o oświetleniu tych zdjęć powiedzieć nie mogę, poza tym, że było bardzo proste. Za to chwilę później zdecydowaliśmy się wszystko pozmieniać.

Na początku eksperymentowałem z oświetleniem z dołu, jednak do tego zdjęcia idealnie pasowało mi światło nieco z góry, od przodu. Do tego światło krawędziowe, oświetlające włosy, i lekkie wypełnienie ringiem (ok 3-4 EV poniżej ekspozycji).

Stylizacja Anki zmieniła się w dwie stylizacje - bliźniaki. Różnią się od siebie tylko kolorystyką. Powyższe zdjęcie oświetliłem jednym źródłem światła, białą parasolką transparentną, umieszczoną nieco bliżej osi obiektywu, niż to ma miejsce w klasycznym "rembrandtowskim" oświetleniu, ale na tej samej wysokości ("rembrandt lighting" to światło pod kątem 45 stopni w obu wymiarach).

To zdjęcie zrobiłem nieco jako bonus, na płytkiej głębi ostrości, i z dwoma światłami. Jedno (dalej parasolka) jest bezpośrednio po prawej stronie modelki, drugie, reflektor z gridem, po lewej jej stronie, bliżej tła.

I druga kolorystyka. Tu parasolka jest w ustawieniu "prawie rembrandtowskim" tylko w drugą stronę, bliżej tła, niż osi obiektywu. Wypełnienie cieni to rola ringlighta, ok 1,5EV poniżej ekspozycji.

I moja stylizacja. Ślady po pojedynku na pyszczku modelki to nieco cieni (fiolet, brązy, beże, czerń), czerwona, rozmazana pomadka oraz sztuczna krew. Oświetlenie powyższego zdjęcia jest zdecydowanie "ostrzejsze" niż poprzednich. 3 gołe lampy, jedna z góry, oświetla twarz modelki oraz tworzy blik na rękawicach, dwie symetrycznie dają oświetlenie krawędzi. Czwarte światło to jak wyżej ring, tym razem o 2 przysłony słabszy, niż ekspozycja.

W tym zdjęciu zniknęło główne światło, zostały rimy (ok 1,5EV ponad ekspozycją) oraz ring, tym razem na zero, czyli naświetlenie poprawne.

Sprzętowo, sesja wykonana 5D mk II z dwoma szkiełkami - 100/2,8 do "ostrych" zdjęć i 135/2 do miękkich portretów (ale z ostrymi oczami).

I jeszcze oficjalne credits:

Modelka: Ola
Stylizacja i wizaż: Anna
Zdjęcia + ostatnia stylizacja: Ja

Oby więcej takich sesji...

czwartek, 4 listopada 2010

Halloween - how to?

Zgodnie z obietnicą z tego posta, dziś opiszę oświetlenie użyte do oświetlenia halloweenowej sesji. Opiszę oświetlenie trzech zdjęć, resztę na ich podstawie łatwo wydedukować.

Na początek, wspólne dla wszystkich zdjęć, światło dyni. Technicznie bardzo prosta rzecz - do środka mocno wydrążonej dyni włożyłem 430EX II (bardzo dobra lampa do takich zastosowań, z racji niewielkiego rozmiaru) z pełnym CTO i pocket wizardem.Światło odbijało się od ścianek, dając mocne, równe, i co najważniejsze, ładnie pomarańczowe światło wypadające przez wycięte oczy i ryjek.

To zdjęcie jest oświetlone dwoma źródłami światła. Pierwsze, to wspomniana wcześniej lampa wewnątrz dyni, drugie, to niewielki softbox (60x60) po lewej stronie, świecący na modelkę nieco z góry.

Wykonanie tego zdjęcia wymagało już trzech lamp, oraz sporej dozy precyzji przy ich ustawianiu (a właściwie jednej). Żeby pokazać, o co chodzi, posłużę się schematem:

1 światło to lampa z bardzo długą i ciasną strumienicą, oświetlająca, jak łatwo się domyślić, dynię. Światło 2 to oczywiście lampa wewnątrz warzywka (owocu?), a 3 to goła lampa z założonym pełnym filtrem CTB, oświetlająca fragment sceny, na której leży modelka, oraz dająca krawędziowe światło na ciało dziewczyny. Czerwone 1 oznacza krawędź sceny, natomiast 2 oznaczają wyczernione panele osłaniające kulisy. Dzięki umieszczeniu za jednym z nich 3 lampy upewniłem się, że na zdjęciu nie będzie żadnych blików powstających łatwo przy pracy pod światło.

Tu oświetlenie jest bardzo podobne, z tą różnicą, że światło oświetlające dynię znajduje się w głębi tła, i oświetla tez częściowo twarz modelki, a lampa z CTB zbliżyła się wyraźnie (znajduje się zaraz za krawędzią kadru).

Jeśli chodzi o obróbkę, prawie jej nie było, więc opisywać nie bardzo jest co. Zdjęcia powstały obiektywem 85/1,8 USM wpiętym w Canona 5D mk II.

piątek, 22 października 2010

Portfolio II - oświetlenie

Wczoraj opublikowałem kilka zdjęć z ostatniej sesji portfoliowej, dziś postaram się wyjaśnić, jak niektóre z nich były zrobione.

Najpierw ogólnie - o sprzęcie. Wziąłem ze sobą 3 światła, z czego do większości zdjęć użyłem 2. Do zmiękczania światła miałem mały softbox - 60x60cm, do ograniczania - strumienicy czarnej (bardzo wąskiej) i grida (nieco szerszy). Do tego w niektórych zdjęciach posłużyłem się kolorowymi filtrami.

Z 12 zdjęć opublikowanych wczoraj wybrałem 4, których schemat oświetleniowy wydał mi się najciekawszy, i najbardziej wart opisania.

Do oświetlenia tego zdjęcia użyłem dwóch świateł, softbox po lewej stronie, jako główne światło, i rim light (goła lampa) po prawej, z tyłu, oświetlająca głównie włosy modelki. Oba światła są ustawione na zero, czyli żadne nie prześwietla/niedoświetla w stosunku do ekspozycji. Obiektyw - 85/1,8 USM.

Tu znowu użyłem dwóch świateł, jednego ostrego - po prawej stronie, odrobinę za mną (fotografowałem szerokim kątem, z bliska), żeby uzyskać ostry cień użyłem po prostu gołej lampy, drugie światło oświetla twarz, i jest to lampa z gridem. W post produkcji mocno wyciągnąłem niebieski kolor, przez co cienie (zawsze chłodniejsze od oświetlonych partii obrazu) zrobiły się niebieskie. Obiektyw - 17-40/4L USM.

W tym zdjęciu zaczynają się schodki. Żeby uzyskać tego rodzaju efekt, trzeba bardzo silnie ograniczyć kąt padania światła. Główne światło to lampa z gridem, ustawiona bardzo blisko twarzy modela, oświetlająca tylko i wyłącznie lewą stronę twarzy. Druga lampa jest ustawiona za modelem, ma silny czerwony filtr, i spełnia dwie funkcje - rim light na włosy, oraz czerwone wypełnienie cieni. Obiektyw - 85/1,8 USM.

Ostatnia stylizacja, ostatnie zdjęcie. Tu użyłem dwóch ostrych świateł, bardzo blisko modela. Strumienica oświetla prawy bark, z makijażem, grid - część twarzy, podobnie, jak w poprzednim zdjęciu. Oba są ustawione w jednej linii - tej samej, a model stoi dokładnie pomiędzy nimi. Obiektyw - 85/1,8 USM.

Tytułem wyjaśnienia: pisząc "po prawej stronie", lub "lewa strona twarzy" mam na myśli oczywiście punkt widzenia aparatu, nie modela.

To by było na tyle, do następnego wpisu może niestety nieco czasu minąć.

sobota, 25 września 2010

Smoky...

...jak to mówił pewien pan z zielonym ryjkiem. Poza czystymi testami, pierwsza sesja, w której użyłem świeżo dostarczonej machiny do produkcji dymu. Word of advice: nie porywaj się na to, jeśli nie lubisz logistycznych problemów. Ale long story short, sesja odbyła się w parku w Podkowie, dokładnie tam, gdzie przedstawienie fotografowane dzień wcześniej.

Dzięki uprzejmości CKiO w Pałacyku Kasyno, mogłem wpiąć się w ich sieć energetyczną, co pozwoliło na użycie wspomnianej machiny. Zapomnijcie o wszystkich akumulatorach plenerowych itp... Albo wpięcie do sieci, albo agregat prądotwórczy, nic innego tej bestii nie pociągnie (1200W, a to wcale nie tak dużo, jak na maszynę).

Tak czy inaczej, udało się. W czasie, gdy rozstawiałem wszystkie lampy i maszynę (120 metrów kabla to nie taki znowu drobiazg), Anka zrobiła modelce make-up. Następnie szybka zmiana stroju (w ok 12 stopniach, pozowanie w bieliźnie to spore wyzwanie, tym większe wyrazy uznania dla modelki).

Setup wyglądał mniej więcej tak:

Opisy po ang, chyba z przyzwyczajenia, ale chyba są zrozumiałe. Na maszynie leży sobie jedna 430EX II z omni bouncem, do oświetlania dymu, kawałek dalej stoi druga 430EX II z zielonym filtrem, jako rim light, a na drugim brzegu main light, czyli goła 580EX II. Początkowo myślałem o użyciu miękkiego światła głównego, ale w końcu nie po to robię charakterne zdjęcia, żeby je potem miękkim światłem spłaszczać.

Tak to mniej więcej wyszło. Światła idealnie, tak jak miały być, gorzej z dymem, ta bestia się tak ładnie słuchać nie chce... Ale może zacznie, jak będę miał tyle doświadczenia z ustawianiem dymu, co teraz z ustawianiem świateł.

Lekkie rozwachlowanie chmury dało już lepszy efekt. Modelka zdecydowała się (sama, nie kazałem, dzielna dziewczyna) wejść do wody...

Ostatecznie jednak zdjęcie, które wybrałem jako najciekawsze z całej sesji, nie ma prawie wcale dymu:

To by było na tyle, jeśli chodzi o zdjęcia. Post produkcji nie było prawie wcale, bo i nie była potrzebna. Tym razem pracowałem na plikach RAW, żeby uzyskać większe możliwości wyciągania zdjęcia (okazały się zbędne, ale lepiej mieć taką możliwość przy kontrastowych zdjęciach).

Pozowała Lila, make-up robiła Anka, bardzo dziękuję :).

Sprzętowo, cały cyrk na kółkach wyglądał tak:

W x300 standardowy lighting kit (3 standy, aparat, 3 obiektywy, 3 lampy, akcesoria), do tego zmieścił się kabel i pilot do maszyny. W drugiej walizce maszyna, dwa kable. Pomiędzy, w pokrowcu, statyw (w końcu został w domu), a to różowe paskudztwo to płyn, z którego wytwarza się dym.

Swoją drogą, ciekawie pracuje się w takich ciemnościach, że nie da się ani zobaczyć kadru, ani ustawić ostrości. Z tego powodu zdjęcia robiłem obiektywem 50mm, który jest najnaturalniejszy dla ludzkiego oka, i łatwiej wyobrazić sobie, co jest jeszcze w kadrze, a co już poza nim.

niedziela, 4 lipca 2010

Targowa na zielono

Dość niecodzienna sesja, bo organizowana nie przeze mnie, a przez modelkę. Ina, bo tak ma modelka na imię, wybrała na miejsce sesji bardzo popularną w warszawskich kręgach fotograficznych klatkę schodową.

O popularności tego miejsca niech świadczy fakt, że równolegle z nami pojawiła się tam jedna młoda para z fotografem, a "odbiły się od nas" trzy następne. O ile sesja ślubna w pół godziny spokojnie się zrobi, o tyle nasza - minimum dwie, więc czekać nie chcieli...

Początkowo byłem dość sceptycznie nastawiony do stylizacji, na szczęście powoli staję się nieco bardziej liberalny na sesjach, więc poza luźnym komentarzem nie miotałem się szczególnie z tego powodu.

Takie a nie inne miejsce sesji ciągnie za sobą pewne trudności. Gdzie poustawiać światła, gdzie samemu stanąć, żeby ładnie skadrować pozującą modelkę? W końcu się udało. Na początku - zdjęcia przy oknie.

Aż cztery źródła światła, z czego trzy to światła błyskowe, czwartym jest oczywiście okno. Pierwsza lampka oświetla modelkę od tyłu, oraz fragment klatki schodowej w prawym dolnym rogu (jest to softbox 60x60). Druga znajduje się pół piętra wyżej, niż Ina, i ma na sobie grid, dzięki któremu tylko delikatnie akcentuje krawędź półpiętra (prawy górny róg). Ostatnia lampka to bare bulb na samej górze, pozwala zobaczyć najwyższe piętro. No i ultra szeroki kąt do tego, żeby pokazać wszystko, co pokazać sobie wymyśliłem.

Później wykonaliśmy kilka zdjęć z modelką na samym dole klatki, podłoga w tym miejscu jest pokryta kaflami ułożonymi w szachownicę, co daje dość ciekawe tło.

Światełko na tym zdjęciu jest tylko jedno, softbox umieszczony pod schodami z prawej strony kadru. Lekko "trupi" kolor górnej połowy ciała modelki wynika oczywiście z faktu, że część światła odbiła się od zielonej ściany i zmieniła kolor.

Żeby się nieco ukreatywnić, zrobiłem kilka zdjęć z wyciąganiem białej plamki itp, wyszło o tak:

I na koniec nieco portretowych, głównie z myślą o wizażystce. Użyłem dość klasycznego portretowego ustawienia świateł, myślę, że w tym wypadku wypadło dość dobrze.

Softbox po lewej stronie, grid lekko ochłodzony - po prawej za modelką. Do tego rozmycie spowodowane użyciem bardzo plastycznego obiektywu (135/2L) i efekt powodujący, że wszyscy twierdzą, że użyłem gaussian blur :P Akurat tego nie używam wcale, ale ciiii...

I na koniec bonus, zdjęcie, które wstawiłem do swojego portfolio na stronę internetową:

Reszta galerii, w której wylądowało to zdjęcie - o TU

piątek, 28 maja 2010

Dorra po raz drugi

Po raz drugi spotkałem się z tą modelką na sesji. Tym razem - conceptual beauty, jak to się mądrze nazywa w terminologii fotograficznych gatunków.

Pomysłów trochę było, głównie z papierosami, raz, że Dorota bardzo bardzo lubi palić, dwa, ja bardzo lubię ostatnio zdjęcia z dymkiem. Chciałem uzyskać białe tło na zdjęciach, więc dwie lampki wylądowały w roli wybielaczy tła. Tu się na chwilę zatrzymamy...

Mierząc światło, teoretycznie, jeśli chcemy uzyskać dokładnie taki ton, jaki mamy w rzeczywistości, należy naświetlić "na zero", czyli jeśli światłomierz podaje np f:8, to obiektyw przymykamy właśnie do f:8. Wyjątkiem jest idealnie białe i idealnie czarne tło. W wypadku białego, jak tutaj, należy tło prześwietlić o ok 1,5EV. W związku z tym, że pracowałem na przysłonie 8 (najlepsza przysłona zarówno dla 85/1,8, jak i dla 135/2L, a tych dwóch szkieł używałem) moc lamp ustawiłem tak, by światłomierz pokazał mi przysłonę 14 (dokładnie 11,7). Nie należy jednak przesadzić, by światło odbijające się od białego tła zbyt silnie nie oświetliło modelki od tyłu.

Tak to mniej więcej wyglądało. Światło na modelkę, w postaci softboxu, ustawiałem pod niewielkim kątem, by nieco "spłaszczyć" zdjęcia, takie było założenie, dość niezwykłe, jak na moje sesje (z resztą, białe tło też niezbyt często gości u mnie na sesjach).

Taki portret też wyszedł, tym razem softbox znalazł się nad twarzą modelki, z przodu. I na koniec, najlepsze (według mnie, oczywiście) zdjęcie z tej sesji. Chętnie usłyszę Wasze opinie...

To ostatnie zdjęcie to jednocześnie zapowiedź pewnego projektu, ale o tym później...

czwartek, 13 maja 2010

Bijou by Aurora

Kilka dni temu zostałem poproszony o wykonanie zdjęć ręcznie robionej przez Iwonę biżuterii. Dawno nic takiego nie robiłem, od czasu pamiętnych kryształów Swarovskiego, ale na szczęście jeszcze coś niecoś pamiętam...

Ustawiłem szklany blat, podobny do powierzchni, której użyłem do fotografii kieliszków. Grafitowe tło oświetliłem jedną lampą, na 1/4 mocy, osłaniając palnik wrotami, żeby światło nie padło na nic poza tłem. Same naszyjniki, kolczyki i bransoletki oświetliłem softboxem 60x60, lampa też na 1/4 mocy, z lewej strony. Dzięki takiemu ustawieniu, mogłem raz, że kontrolować osobno jasność tła, niezależnie od jasności fotografowanego elementu, dwa, uzyskać ładne, płynne odblaski na powierzchni koralików, pereł i srebra.

Właściwie nie zmieniałem oświetlenia podczas całego fotografowania, korygowałem tylko czułością mocne zbliżenia (obiektyw przy silnym zbliżeniu robi się ciemniejszy). Bazowo pracowałem na 1/200 (X-sync 5D mk II, na którym pracowałem), f: 8, ISO: 100, przy zbliżeniach - ISO: 160-200.

Wszystkie zdjęcia, niecodziennie jak na mnie, wykonałem w przestrzeni sRGB, pracując na plikach *.jpg, i nie stosując żadnej obróbki. Po prostu moim zdaniem engine jpg w 5D mk II jest na tyle dobry, że na tą chwilę nie może się z nim równać żaden program do obróbki rawów.

Użyłem szkiełka 100/2,8L IS USM Macro, niestety, w tej chwili nie mam mojego kochanego 90/2,8 TS-E, a byłoby to idealne szkło do tej pracy, przy obiektywie 100 macro, i tak mocnym zbliżeniu, nawet na f:22 nie osiągnąłbym satysfakcjonującej głębi ostrości, za to otrzymałbym potężny spadek obrazu, w skutek dyfrakcji. TS-E pozwala po prostu pochylić płaszczyznę ostrości tak, by objęła cały naszyjnik.

Wszystkie przedstawione tu ozdoby, jak już wcześniej wspomniałem, wykonała własnoręcznie Iwona, a fotografie powstały na potrzebę strony internetowej, niestety, jeszcze nie działającej. Jeśli jednak jesteście zainteresowani takimi błyskotkami, oto mail do autorki: iwona.wachowska@wp.pl

wtorek, 20 kwietnia 2010

Aktofashion

Takie właśnie studyjne, koncepcyjne popołudnie sobie wymyśliliśmy. Ogólnie na pierwszy pomysł (żeby w ogóle zrobić taką sesję) wpadłem ja, znalazłem modelkę, a potem razem z Moniką dopracowaliśmy idee. Które i tak w czasie sesji pozmienialiśmy diametralnie, jak to na conceptualach bywa.

Pierwszą ideą, ogólną, było połączenie fashion, fetish i aktu. I tak w sumie wyszło. Zaczęliśmy od pomysłu, który przyszedł mi do głowy jako ostatni (przyznaję uczciwie, po obejrzeniu teledysku do "Kiss with a fist" Florence and the Machine):

Mocny cross w obróbce, a zdjęcie - 3 światełka + wiatrak. Główne światełko - dish, z lewej strony, rim - strip box, z prawej, i za mną duży softbox jako fill.

To taka rozgrzewka tylko. Następnie jeden z ulubionych konceptów, z użyciem, a jakże, kaftanika. Do tego kabaretki, szpilki, jak fetish, to fetish:

Tu światełka były cztery, wiatrak też gdzieś tam był, ale przy dynamicznych ruchach modelki głównie pozwalał przeżyć w studio ogrzewanym lampami, niż realnie wpływał na zdjęcie. 2 stripy za modelką, soft jako fill, dish jako główne światełko.

Potem nastąpiła najtrudniejsza część, jeśli chodzi o stylizację. Otóż wymyśliliśmy sobie, że modelka będzie miała na dekolcie kilka ćwieków. No i trzeba było je poprzyklejać. W końcu się udało...

Słabo te ćwieki widać... Tu chyba lepiej:

Na szczęście na szyi jest obroża, tamtych już przyklejać nie musiałem. Po koncepcji kolczastej była jedna fashionowa (o tym kiedy indziej), a później - czerwona. Czerwone pończochy, czerwone usta, czerwona wstążka:

Błyśnięte dwoma stripami, jeden po każdej stronie (zdecydowanie bardzo często, jeśli nie ZA często, stosuję tą technikę). I dalej na czerwono:

Magda (modelka) potrafi czasami spojrzeć dokładnie jak Nicole Kidman. Albo ja mam jakiś dziwny wzrok i widzę coś, czego nie ma, tak też oczywiście może być.

Ogólnie sesja bardzo udana, przy dźwiękach albumu Lungs (Florence + The Machine) i soundtracku z Queen of the Damned (CHANGE!). Zdjęcia robiliśmy w moim ulubionym studio Metka.

Sprzętowo: 5D mk II + 85/1,8 + 17-40/4L USM + lampy Elfo + Pocket Wizard's

sobota, 17 kwietnia 2010

Make-ups, close-ups i w ogóle UPS

Ups, zdecydowanie to słowo najczęściej pojawia się przy tego rodzaju sesjach, o ile, oczywiście, pracują osoby kulturalne, i nie zastępują go nazwą rzekomo najstarszego zawodu świata. Ups mówi wizażystka, za każdym razem, kiedy "cokolwiek" nie wyjdzie idealnie. Ups mówi fotograf, ustawiając światła i pracując na głębi ostrości rzędu kilku milimetrów. Ups mówi modelka, której przy najdrobniejszym ruchu warg odpadają cyrkonie. Ups mówi asystentka, potykająca się o stand, i wylewająca z tego powodu niesioną kawę... Przepraszam, dygresja.

Mówię oczywiście o wspomnianych w tytule zdjęciach makijaży, a dokładnie - zbliżeniach na te makijaże. Zdjęciach takich, jak na przykład to:

Uwierzcie lub nie, ale zdjęcie wykonane jest na przysłonie 11. Nawet w ciasnym portrecie przysłona taka zapewnia głębię ostrości na praktycznie całą twarz... Tu niestety tak łatwo nie jest. To pierwsza trudność, pracując, musimy kontrolować głębię z dokładnością do milimetrów, jednocześnie ręcznie ustawiając ostrość (autofocus przy takich zbliżeniach radzi sobie słabo albo wcale).

Drugi problem pojawia się wskutek pewnej właściwości układów optycznych o zmiennym punkcie ogniskowania (czyli np obiektywów). Rzecz cała polega na tym, że ogniskowa podawana w specyfikacji jest ogniskową dla nieskończoności. Zwykle nie zauważamy różnicy, bo ogniskowa różni się niewiele, ale przy fotografii macro zmiana ta jest znaczna. A co za tym idzie, zmiana otworu względnego (który zależy od średnicy otworu przysłony oraz ogniskowej obiektywu). Obniżenie jasności może sięgnąć nawet dwóch pełnych przysłon, czyli teoretycznie pracujemy np na przysłonie 8, a tak naprawdę bliżej jest do przysłony 16. Dużo mądrych słów, a jaka jest tego konsekwencja? Ano taka, że pracując tak, jak np przy portretach, otrzymamy niedoświetlone zdjęcia. Przy cyfrze wielkiego problemu to nie robi, zawsze można sobie zdjęcie podejrzeć na ekranie, ale jest to niezbyt precyzyjna ocena.

Ostatni, trzeci problem polega na tym, że zasady stosowane w fotografii portretowej stają się niewystarczające. W portrecie ostrzymy na oczy. A tu? Możemy wyostrzyć na kącik oka, źrenicę, krawędź powieki, rzęsy... Niestety, wyraźną zasadę trudno sformułować. Metoda prób i błędów zdaje się być najskuteczniejsza.

Makijaże wykonała Ola Szarejko, a sfotografowane oczy i usta należą do Maliny.

Zdjęcia kłapnięte 5D mk II z 100/2,8L USM macro, a oświetlone 430EX II i 580EX II.

wtorek, 30 marca 2010

Wiosna!

W końcu przyszła. W sumie przyszła już ładne parę dni temu, ale jak zwykle mam opóźnienie w publikacjach na tym blogu. W pierwszy dzień ciepełka (o ile się nie mylę, był to też pierwszy dzień wiosny kalendarzowej, ale może mnie pamięć zawodzić). Razem z Anką udaliśmy się wykorzystać tą pogodę i zrobić plenerową sesję.

W lesie Młochowskim (bo tam robiliśmy zdjęcia) gdzieniegdzie leżą jeszcze plamy śniegu, miejscami nawet dość obficie. Do niektórych zdjęć wykorzystałem to tło, do innych wykonałem tytaniczny wysiłek, i odwróciłem się o 180 stopni (po drugiej stronie śniegu już nie było).

Trzeba przyznać, że jak na pierwszy raz, Anka pozowała bardzo dobrze (tak, tak, ta dziewczyna jest pierwszy raz przed obiektywem!). Przy plenerowym pozowaniu topless problem z naturalnym pozowaniem miewają nawet doświadczone fotomodelki.

Całą sesję oświetliłem dwoma źródłami światła (w roli trzeciego - słońce), 580-ki i 430-ki w takich warunkach sprawiają się perfekcyjnie, chociaż o jakimkolwiek odpalaniu za pomocą ST-E2 można zapomnieć, nawet nie próbowałem, od razu podłączyłem pocket wizardy.

Większość zdjęć robiłem "moim standardem", czyli 85/1,8 USM, ale do niektórych kadrów, na przykład powyższego, przykręcałem 17-40/4L USM. Na pełnej klatce to szkło robi się naprawdę piekielnie szerokie!

Tradycyjnie podczas sesji zmasakrowałem (z niewielką pomocą wiatru) parasolkę (tym razem srebrną), jakąś stopkę do lampy, i coś tam chyba jeszcze. Zdecydowanie mój sprzęt on location nie ma lekkiego i długiego życia...

Ogólnie jestem z sesji zadowolony, wielkie dzięki dla modelki!