Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portrety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą portrety. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 kwietnia 2012

Fotografia zespołu Latający Dywan

Dziś naprawdę krótko zwięźle i na temat, pierwsza z sesji "muzycznych" w kwietniu, fotografowałem muzyków zespołu Latający Dywan. Grają poezję śpiewaną pomieszaną z jazzem/bluesem, z elementami orientalnymi, tworząc dość oryginalną muzykę (ostatnio grali w RDC, można posłuchać zarejestrowanego koncertu :) ).

Zdjęcie wyszło tak:

Całe zdjęcie ma ponad 113MPx, oczywiście to tutaj zmniejszyłem do rozdzielczości 2K, inaczej raczej przez bloggera by nie przeszło :)

piątek, 21 stycznia 2011

Zdjęcie step by step

Kilka razy spotkałem się z zarzutami, że posty są niejasne, że trudno z nich wyczytać, jak właściwie zdjęcie zostało zrobione. Dziś, mam nadzieję, już takowych zarzutów nie będzie. Opiszę powstawanie zdjęcia kawałeczek po kawałeczku.

Koncept specyficzny, przedstawienie narkomanki, ale nie zabiedzonej, w slumsach, tylko całkiem nieźle prosperującej narkomanki. Biały proszek, ścieżki od karty kredytowej, ot, cała historia.

Do zdjęcia pozowała mi Lila, którą widzieliście już w sesjach "dymnej" i tej ze szczurkiem. Sesja odbyła się w warunkach daleko odbiegających od studyjnych. Głównie chodziło mi o jedno zdjęcie, portret ewentualnie jako uzupełnienie.

Pierwsze ustawiłem światło oświetlające "ścieżki" oraz dłoń trzymającą kartę. 430EX II z gridem, jakieś 50cm od dłoni modelki:

Jak widać, światło "sypie" się lekko na koszulę, ale nie jest to efekt znaczący, spokojnie mogę z tym żyć. Drugie światełko oświetla pyszczek modelki, oraz prawą stronę i przód koszuli:

Druga 430 EX II (moje ulubione przenośne flesze), ta z krótkim czarnym snootem. Ostatnie światło to ringflash, nie najlepszy niestety (Quantuum), co prawda trzyma moc i szybko się ładuje, ale ma mocną magentową dominantę. Ustawiłem go za modelką, w charakterze rim lighta:

Połączone użycie wszystkich tych trzech świateł dało w końcu taki efekt:

Specjalnie odrobinę niedoświetliłem główne partie zdjęcia, ze względu na specyficzną technikę post produkcji.

Po delikatnym wyplamkowaniu (na białej koszuli widać bardzo łatwo różne pyłki oraz brud na matrycy, przed właściwą obróbką trzeba zdjęcie odpowiednio "oczyścić") dodałem warstwę, zmieniłem jej krycie na soft light, i za pomocą pędzla o łagodnych krawędziach wycieniowałem nieco zdjęcie. Idealnie do tego nadaje się tablet, jeśli lubisz selektywną obróbkę zdjęć, to nawet nie ułatwienie pracy, tylko konieczność.

Następnie wyregulowałem nasycenie kolorów, na całym zdjęciu zdjąłem nieco barwy, natomiast kolor włosów oraz make-up - nasyciłem mocniej.

Na koniec podniosłem kontrast całego zdjęcia na krzywych. Spowodowało to zmianę (dokładnie - wzrost) nasycenia kolorów, przynajmniej pozorny, więc skontrowałem to warstwami hue/saturation, które "zostały" po poprzednim kroku. W efekcie powstało zdjęcie, które mogliście już zobaczyć na początku wpisu:

Mam nadzieję, że tym razem nie ma już żadnych wątpliwości, jak powstało zdjęcie :). A sprzętowo - 5D mk II + 85/1,8 USM.

Na zakończenie chciałbym bardzo bardzo podziękować modelce, za pozowanie, i za cierpliwość do fotografa :).

sobota, 15 stycznia 2011

Chill out

Sesja przy dźwiękach prawie-najnowszej płyty Schillera oraz re-mixów the Cure (album Mixed Up). Kolejny raz doceniłem ogromny wpływ muzyki na atmosferę sesji, oraz klimat zdjęć. A tak właśnie miało być. Po stresującej sesji na początku roku potrzebna była jakaś, która podtrzyma chęć robienia zdjęć. Tak po prostu. Wyszło lepiej, niż się spodziewałem.

Założenie było takie: 3 osoby (ja, modelka i wizażystka), 3 stylizacje, każdy wymyśla jedną. Zaczęliśmy od stylizacji modelki, którą była Ola.

Wiele o oświetleniu tych zdjęć powiedzieć nie mogę, poza tym, że było bardzo proste. Za to chwilę później zdecydowaliśmy się wszystko pozmieniać.

Na początku eksperymentowałem z oświetleniem z dołu, jednak do tego zdjęcia idealnie pasowało mi światło nieco z góry, od przodu. Do tego światło krawędziowe, oświetlające włosy, i lekkie wypełnienie ringiem (ok 3-4 EV poniżej ekspozycji).

Stylizacja Anki zmieniła się w dwie stylizacje - bliźniaki. Różnią się od siebie tylko kolorystyką. Powyższe zdjęcie oświetliłem jednym źródłem światła, białą parasolką transparentną, umieszczoną nieco bliżej osi obiektywu, niż to ma miejsce w klasycznym "rembrandtowskim" oświetleniu, ale na tej samej wysokości ("rembrandt lighting" to światło pod kątem 45 stopni w obu wymiarach).

To zdjęcie zrobiłem nieco jako bonus, na płytkiej głębi ostrości, i z dwoma światłami. Jedno (dalej parasolka) jest bezpośrednio po prawej stronie modelki, drugie, reflektor z gridem, po lewej jej stronie, bliżej tła.

I druga kolorystyka. Tu parasolka jest w ustawieniu "prawie rembrandtowskim" tylko w drugą stronę, bliżej tła, niż osi obiektywu. Wypełnienie cieni to rola ringlighta, ok 1,5EV poniżej ekspozycji.

I moja stylizacja. Ślady po pojedynku na pyszczku modelki to nieco cieni (fiolet, brązy, beże, czerń), czerwona, rozmazana pomadka oraz sztuczna krew. Oświetlenie powyższego zdjęcia jest zdecydowanie "ostrzejsze" niż poprzednich. 3 gołe lampy, jedna z góry, oświetla twarz modelki oraz tworzy blik na rękawicach, dwie symetrycznie dają oświetlenie krawędzi. Czwarte światło to jak wyżej ring, tym razem o 2 przysłony słabszy, niż ekspozycja.

W tym zdjęciu zniknęło główne światło, zostały rimy (ok 1,5EV ponad ekspozycją) oraz ring, tym razem na zero, czyli naświetlenie poprawne.

Sprzętowo, sesja wykonana 5D mk II z dwoma szkiełkami - 100/2,8 do "ostrych" zdjęć i 135/2 do miękkich portretów (ale z ostrymi oczami).

I jeszcze oficjalne credits:

Modelka: Ola
Stylizacja i wizaż: Anna
Zdjęcia + ostatnia stylizacja: Ja

Oby więcej takich sesji...

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Świąteczne nudy...

Taka przypadłość ludzi prowadzących aktywne życie. Przychodzą święta, w wigilię jest jeszcze co robić, ale 1, a tym bardziej 2 dzień świąt... Słodkie nieróbstwo. Odpoczynek, oczywiście... Ale odczuwa się pewien niedosyt aktywności.

Tak się złożyło, że w czwartek przed świętami przyszedł paczką nowy sprzęt (pozdrowienia dla Pana Tomka z fotozakupy.pl, za cierpliwość do klienta - tzn do mnie). Między innymi nowe Gemini, nowa Octa, i nowy Pocket Wizard. Niby w całości sprzęt znany, ale przed jakąkolwiek sesją należy go sprawdzić. Po połączeniu wspomnianych elementów wyszło takie dziwne cudo: Gemini z octą 120, bez dyfuzorów, sama srebrna czasza, za to z gridem, no i podpiętym Pocketem, żeby to wszystko odpalić.

Lampa pracowała na minimum mocy, dzięki czemu mogłem umieścić modela bardzo, bardzo blisko źródła światła (jakieś 60-70 cm), oraz pracować na mocno otwartej przysłonie (przy pierwszym zdjęciu f:3,2, przy drugim - f:2,8). W połączeniu z ogniskową 100mm (100/2,8L IS USM Macro) dało to dość płytką głębię.

Bardzo podoba mi się efekt, jaki daje softbox (a zwłaszcza octabox) pozbawiony paneli rozpraszających. Światło nie jest bardzo ostre, ale nie ma tej nudnej delikatności standardowo używanych soft boxów.

A na zakończenie - zdjęcie mojego pieska, wykonującego swoją ulubioną czynność, czyli oddającego się drzemce:

Zgadnie ktoś, jakie oświetlenie było w wypadku tego zdjęcia?

poniedziałek, 1 listopada 2010

Light'em from ABOVE!

Spontaniczna sesja w Metka Studio, poziom porąbania koncepcji - umiarkowany. Idea była dość ogólna, bandaże, szczur, może nieco sztucznej krwi. Klasycznie, bym powiedział.

Wyszło, moim zdaniem, całkiem ciekawie, o tak:

Schemat oświetlenia tych zdjęć oparty był na dwóch światłach. Główne, jak widać, pada bezpośrednio z góry, drugie, któremu w sumie najbliżej chyba do rim light, z lewej strony. A dokładnie wygląda to tak:

Powyższy rysunek tłumaczy dwie rzeczy: pierwsza - dlaczego zająłem się fotografią zamiast rysowaniem, i druga - jak umieszczone były światła. 1 to lampa ze strumienicą, umieszczona na pantografie bezpośrednio nad modelką, tworząca "kropę" światła na podłodze. Drugie światło (2) to lampa z wrotami, dająca lekkie krawędziowe oświetlenie części ciała modelki.

W tym zdjęciu wrota przestawiłem tak, by oświetlały twarz, oraz kawałek podłogi (czyli po prostu rozszerzyłem kąt padania światła).

Jeśli chodzi o obróbkę, oba zdjęcia zostały najpierw potraktowane podniesieniem kontrastu (najpierw Levels, później Curves), a następnie przykolorowane (Hue/saturation, lekko w zielony) i wyostrzone.

Na deser, z tej samej sesji, zdjęcia portretowe:

To tyle na dziś, niedługo coś dalej napiszę, wczoraj, oprócz tej sesji, miała miejsce też druga, ale o tym kiedy indziej.

niedziela, 29 sierpnia 2010

Taśmowa sesja

Od dawna taki pomysł mi latał po głowie, chciałem w jakiś sposób wykorzystać taśmę filmową do sesji z piękną modelką. Długo to potrwało (o ile zdobycie 20 rolek filmu to żaden problem, o tyle o śliczne dziewczę - dużo trudniej), ale w końcu udało mi się najpierw namówić Joannę na pozowanie (pozowała już wcześniej do sesji walentynkowej), a następnie znaleźć termin, w którym oboje mamy wolny czas, oraz wolna jest też miejscówka do zdjęć.

Kilka rolek przyklejonych do podłogi, kilka owiniętych dookoła ciała modelki, 3 światła (grid na twarz, softbox z prawej strony modelki, boxlight od góry jako fill) plus crossowa obróbka w photoshopie.

Ulubione zdjęcie Joanny. Tym razem bez grida, soft z lewej strony kadru, box z góry jako fill, i znowu cross.

Od tego zdjęcia zaczęliśmy... Chyba z godzinę zajęło nam wspólnymi siłami pomalowanie ust na czarno - biało tak, żeby się nie rozmazały, ale wyszło fajnie. 3 światełka, soft z lewej strony, z prawej rim, i na tło grid, żeby zrobić kropę.

To zdjęcie wymagało użycia stworzonej przez Asię biżuterii, namęczyła się, ale wydaje mi się, że było warto. Światełka nieco się zmieniły, softbox stanął mniej więcej pod kątem 45 stopni (byłby Rembrandt, gdyby modelka patrzyła na wprost w obiektyw), rim został jak był, kropa zniknęła.

Generalnie jestem bardzo zadowolony z tej sesji, między innymi dlatego, że dzięki zdjęciom z niej mogłem w końcu wrzucić w sieć nową wersję swojej strony (wszystko jak w starej, tylko galeria inna), zapraszam do obejrzenia - t-jack.pl

I bardzo, bardzo dziękuję modelce!

niedziela, 25 lipca 2010

Sesja portfoliowa Łukasza

Tak jak w tytule, robiliśmy sesję portfoliową, bez żadnego innego wykorzystania (dziwne, nie?). Pozować miał Łukasz Czarnecki (możecie go kojarzyć ze sceny Teatru Wielkiego, z turniejów tańca, oraz z TVN-u - z Tańca z Gwiazdami).

Koncepcje proste aż do bólu, moja w tym głowa, żeby choć odrobinę je ożywić. Choć oczywiście nie byłbym sobą, gdybym sobie nieco zadania nie ułatwił. Tym razem ułatwianie polegało na sprowadzeniu na sesję Oli, jako stylistki/wizażystki. O możliwościach tej dziewczyny świadczą chociażby zdjęcia makijaży, które robiłem nie tak dawno temu. Więc makijaż się robił, pozostały kadry, oświetlenie...

Zaczęliśmy od bardzo znanej części starego miasta - uliczki Kamienne Schodki. Niezbyt wyszukana stylizacja, jeansy, koszula, w tle schodki. Zacząłem od prostego portretu, oświetlonego pojedynczym softboxem:

Do drugiego zdjęcia dodałem drugie światełko (softbox tylko obróciłem), jako rim light, żeby nieco odseparować modela od tła. Tym razem zdecydowałem się na nieco silniejszą obróbkę w post produkcji, w cross z niebieskimi cieniami:

Po tych zdjęciach przenieśliśmy się do jednego z licznych ogródków na rynku Starego Miasta. Tu dały się nieco we znaki problemy z zasilaniem lamp, w temperaturze ok 37 stopni w cieniu (a nie wszystko było w cieniu) baterie zdychają momentalnie... No, ale jakoś radę daliśmy. Pojedyncza goła lampka jako rim z prawej strony:

Kawałek dalej, na tle niebieskiej bramy ulicznej, zrobiliśmy zdjęcie Łukasza i jego groupies. Spontanicznie się pojawiły (jeśli znacie którąś z tych dziewczyn, dajcie znać, wyślę zdjęcie w pełnej rozdziałce):

W tej samej uliczce robiliśmy zdjęcia dynamiczne...

Później przenieśliśmy się do kurtyny wodnej... Zdjęcia stamtąd nie wyszły powalające, ale można się było nieco ochłodzić:

Też sobie wlazłem w wodę, a co... Nawet sobie nie wyobrażacie, jak było cholernie gorąco... Na szczęście pamiętałem o oddaniu aparatu pod opiekę Andrzejowi, który asystował mi przy tej sesji. Na nieszczęście - zapomniałem oddać też telefonu. Ale jakoś przeżył, trochę tylko chrobotał później... Przepraszam, dygresja. Wracając do.

Stwierdziliśmy z Olą, że stylizacje dotychczasowe są nudne (bardzo odkrywcze, prawda?), i trzeba zrobić coś dziwniejszego. W sumie nie pamiętam, od kogo dokładnie wyszedł pomysł brudzenia, Oli, czy Menago Łukasza, w każdym razie koncepcja się spodobała panu fotografowi. Makijaż:

Ciachanie ubrania, brudzenie błotem:

I zdjęcia... Posłużyłem się dwoma ostrymi światłami, fleszem na pełnej mocy, i słońcem. Jako tło wykorzystałem niebo, fotografując z niskiej perspektywy:

Niestety, w tym momencie Olka musiała nas opuścić, na szczęście najtrudniejszy make up był już zrobiony. Nie zmieniając go, ani stylizacji, udaliśmy się w jedną z uliczek odchodzących od rynku, żeby zrobić zdjęcia na tle kraty w bramie:

Dwie lampki, jak widać na zdjęciu powyżej, do niektórych zdjęć main + fill, do innych (jak np poniższe) main + rim:

I ostatnie, bardzo szybkie zdjęcia, na trawce (miała być plaża, ale tupnąłem zamoczonym w kurtynie wodnej bucikiem, że nie, plaży żadną miarą nie chcę i nie zniosę, i była trawka. Żartuję oczywiście, taki paskudny chyba nie byłem...).

Muszę przyznać, że dawno nie pracowałem w tak fajnym zespole, Łukasz ma sporo dystansu do siebie, a kiedy już się rozkręci potrafi bardzo ciekawie pozować. Makijaż, jak wspomniałem, robiła Ola, the best there is. Asystował mi Andrzej (BTS-owe zdjęcia też są jego autorstwa).

Sprzętowo, wykorzystałem w miarę standardowy Location Kit, zdjęcia robiłem Canonem 5D mk II, do nielicznych szerokich kadrów wziąłem 17-40/4L, większość zdjęć zrobiłem 85/1,8 i 135/2L. To ostatnie szkło to po prostu must have, jeśli myślisz o fotografii portretowej, modowej itp... Śmiać mi się chce, i to bardzo głośno i histerycznie, kiedy widzę "fotografów" robiących takie zdjęcia zoomami 70-200... Wielkie toto, ciężkie, drogie, plastyki absolutne zero, praca pod światło budzi śmiech na sali... Rozumiem, dla reportera takie szkło, ale dla portrecisty? Totalny bezsens.

Oczywiście, "to fotograf robi zdjęcia, nie aparat". Bla bla bla... Ale po co wydawać sporo więcej pieniędzy na 70-200/2,8, kiedy można mieć o niebo lepsze rezultaty stałką 135/2? Jaśniejsze, ostrzejsze, plastyka zwala z nóg, nawet po przymknięciu do f:18 (na tej przysłonie powstało zdjęcie na tle krat), praca pod światło znakomita, kontrasty... Cud, miód i orzeszki. Robisz portrety, modę czy beauty Canonem? MUSISZ mieć ten obiektyw.

No, to tyle na dziś, onanizmowi sprzętowemu stało się zadość, dawno nic nie pisałem. Postaram się nadrobić (wiem, zawsze tak mówię).