Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beauty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą beauty. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 marca 2012

Cytrynkowa sesja

Dziś (a właściwie wczoraj - już po północy) zrobiliśmy dość spontaniczną sesję. Pomysłodawczynią i modelką była Lila, a żółty make-up i szpiczastą fryzurę wykonała Ania Śliwa (bardzo polecam tą wizażystkę!)

Koncept prosty, ale ciekawy - wykorzystanie owoców w sesji beauty. Wiele takich sesji już zrobiono, ale idea dalej pozostaje ciekawa.

Każdemu, kto zechce używać w swojej sesji cytryn - w ramach testu należy nakarmić modelkę całą cytryną, jeśli da radę - może pozować. Na szczęście Lila jest zaprawiona w sesyjnych bojach, więc cytryny nie stanowiły większego problemu (bardziej krzywiła się reszta ekipy, na samą myśl o takiej ilości kwasu).

Oświetlenie tak banalnie proste (choć skuteczne), że nie będę go opisywał, sprzętowo jeszcze prościej - 5DmkII z 100/2,8, do tego kilka pocketów, do odpalenia lamp, i gotowe.

Bardzo dziękuję modelce i wizażystce! Następne owocki nadchodzą... ;)

PS: po tej sesji zrobiliśmy jeszcze jedną, już z inną modelką, sesja zaczyna dość duży cykl, ale o tym później :)

piątek, 6 stycznia 2012

Carnival!

Sesja kończąca rok 2011 (oby 2012 był lepszy). Spacerując po empiku znaleźliśmy ciekawie zrobione maski karnawałowe. Klasyczne, z brokatem, świecące się na wszystkie strony, idealne.

Do sesji pozowali Lila, Patrycja, Olivia i Robert. Lila pozowała już u mnie wcześniej do wielu sesji (choćby Narkotycznej, Szczurkowej czy naszej pierwszej, nocnej sesji). Roberta fotografowałem raz, przy sesji portfoliowej, natomiast Olivia i Patrycja pozowały u mnie pierwszy raz (i mam nadzieję nie ostatni). Makijaż wykonała Anka, stylizacją zajęła się Lila.

Pierwsza przed obiektyw trafiła Patrycja, w czarnej masce z piórami. Wizualnie maska prezentuje się znakomicie, natomiast przy zdjęciach - tu jest nieco gorzej. Cała czarna, bez kolorowych dodatków.

Dwa światła, na tło strumienica (ciasna, ok 4-5 stopni) na 430EXII, główne światło to 600Ws z reflektorem Bowens Keylite (na minimalnej mocy, ten reflektor produkuje astronomiczne ilości światła).

Drugi na planie zjawił się Robert.

Tu też głównym światłem był Keylite, jako światło krawędziowe użyłem 580EXII z białą parasolką (shot-through).

Trzecia w kolejności była Lila, w złoto-czarnej masce.

To zdjęcie jest oświetlone tylko jednym światłem, znowu Keylite, tym razem nieco za modelką. Ze wszystkich stylizacji ta podoba mi się najbardziej.

Na koniec zrobiliśmy zdjęcia Olivii.

Główne światło - kolejny raz Keylite (z niedużej odległości to całkiem miękkie źródło światła, jedyny problem - ogromny output, pracowałem na ISO:50 i przysłonach 16-32), do tego dwa 580EXII ze strumienicami jako rim light.

Całą sesję wykonałem Canonem 5D mkII z 100/2,8L IS, idealny zestaw do takich zdjęć, można wykonać nim np takie zbliżenia:

Bardzo dziękuję modelkom, modelowi, wizażystce, mam nadzieję, że niedługo spotkamy się znowu!

poniedziałek, 20 grudnia 2010

Industrial Beauty

Zgodnie z zapowiedzią, oto i on: Industrial Beauty, "zimowy" projekt t-jack pictures, który zaczął powstawać w sumie przez przypadek... A zaczęło się od zimowej depresji.

Generalnie nie jestem fotografem, który po pierwszych opadach śniegu łapie za aparat i leci w plener focić śnieg, modelki na śniegu, itp itd... Właściwie, to trudno o mniej lubiane przeze mnie zjawisko atmosferyczne, zarówno prywatnie, jak i fotograficznie. Więc zima to dla mnie czas fotografowania w atelier, ewentualnie we wnętrzach.

Tak się złożyło, że do zaimprowizowanego atelier mam dostęp niemalże bez ograniczeń. Uznałem, że albo całą zimę będę robił zdjęcia od czapy, albo coś z tego wymyślę. No i wymyśliłem. Połączenie typowego beauty z moim klimatem oświetlenia, oraz z motywami industrialu, szeroko pojętego, zarówno muzycznie, jak i dosłownie.

Technicznie, zaczęło się od czarnego tła. I to nie byle jakiego (nienawidzę pracować na czarnym tle kartonowym), bo z aksamitu. Aksamit ma tą cechę, że "pochłania" światło, dzięki czemu tło jest naprawdę czarne, a nie szarobure. Można ustawiać lampy dowolnie, nie martwiąc się, czy aby drobinka światła nie muśnie powierzchni tła. Ogromny komfort pracy.

Uznałem, że czarne tło ładnie "połączy" zdjęcia ze wszystkich sesji razem. Oprócz tego modelki (nie przewiduję jak na razie udziału modeli) o zdecydowanej urodzie, pewne siebie. No i zespół stylistek, zdolnych zrealizować moje niezbyt przyziemne wizje. A oto, co wychodziło z tego...

Pierwszą sesję zrobiliśmy z Natalią, a w malowaniu pasków itp pomogła mi Anna. Body painting farbami do ciała supra color, białą, czarną i odrobiną czerwonej. Oświetleniowo bardzo prosto, softbox po lewej stronie, lekko przed modelką, i rim light (goły flash) po prawej, mniej więcej równo z linią tła.

Druga sesja była nieco trudniejsza w stylizacji. Nie takie znowu krótkie włosy modelki trzeba było poustawiać w irokeza. O pomoc w tej sesji poprosiłem Olkę, której umiejętności nie raz już zrobiły z sesji dzieło sztuki.

Tu światełko jest nieco bardziej skomplikowane (ale tylko nieco). Goły flesz z niebieskim filtrem po lewej stronie, nieco za modelką. Z drugiej strony, też odrobinę za modelką, niewielki soft box (60x60), a dokładnie na wprost twarzy - grid.

Ostatnia jak na razie sesja odbyła się w niedzielę, i jak na razie była najdłuższa ze wszystkich (ponad 6 godzin). Większość czasu zajęła oczywiście stylizacja (tworzenie kompletu bielizny z żółto-czarnej taśmy, malowanie włosów w żółte pasma, żółto-czarny make-up i paznokcie w żółto-czarne pasy), same zdjęcia nie więcej niż pół godziny.

I tyle, jak na razie. Chwila przerwy, następne sesje pewnie już po nowym roku. Chwilowo jestem zawalony pracą, i fotografia w ramach własnych projektów musi niestety zejść na dalszy plan...

niedziela, 29 sierpnia 2010

Taśmowa sesja

Od dawna taki pomysł mi latał po głowie, chciałem w jakiś sposób wykorzystać taśmę filmową do sesji z piękną modelką. Długo to potrwało (o ile zdobycie 20 rolek filmu to żaden problem, o tyle o śliczne dziewczę - dużo trudniej), ale w końcu udało mi się najpierw namówić Joannę na pozowanie (pozowała już wcześniej do sesji walentynkowej), a następnie znaleźć termin, w którym oboje mamy wolny czas, oraz wolna jest też miejscówka do zdjęć.

Kilka rolek przyklejonych do podłogi, kilka owiniętych dookoła ciała modelki, 3 światła (grid na twarz, softbox z prawej strony modelki, boxlight od góry jako fill) plus crossowa obróbka w photoshopie.

Ulubione zdjęcie Joanny. Tym razem bez grida, soft z lewej strony kadru, box z góry jako fill, i znowu cross.

Od tego zdjęcia zaczęliśmy... Chyba z godzinę zajęło nam wspólnymi siłami pomalowanie ust na czarno - biało tak, żeby się nie rozmazały, ale wyszło fajnie. 3 światełka, soft z lewej strony, z prawej rim, i na tło grid, żeby zrobić kropę.

To zdjęcie wymagało użycia stworzonej przez Asię biżuterii, namęczyła się, ale wydaje mi się, że było warto. Światełka nieco się zmieniły, softbox stanął mniej więcej pod kątem 45 stopni (byłby Rembrandt, gdyby modelka patrzyła na wprost w obiektyw), rim został jak był, kropa zniknęła.

Generalnie jestem bardzo zadowolony z tej sesji, między innymi dlatego, że dzięki zdjęciom z niej mogłem w końcu wrzucić w sieć nową wersję swojej strony (wszystko jak w starej, tylko galeria inna), zapraszam do obejrzenia - t-jack.pl

I bardzo, bardzo dziękuję modelce!

niedziela, 4 lipca 2010

Targowa na zielono

Dość niecodzienna sesja, bo organizowana nie przeze mnie, a przez modelkę. Ina, bo tak ma modelka na imię, wybrała na miejsce sesji bardzo popularną w warszawskich kręgach fotograficznych klatkę schodową.

O popularności tego miejsca niech świadczy fakt, że równolegle z nami pojawiła się tam jedna młoda para z fotografem, a "odbiły się od nas" trzy następne. O ile sesja ślubna w pół godziny spokojnie się zrobi, o tyle nasza - minimum dwie, więc czekać nie chcieli...

Początkowo byłem dość sceptycznie nastawiony do stylizacji, na szczęście powoli staję się nieco bardziej liberalny na sesjach, więc poza luźnym komentarzem nie miotałem się szczególnie z tego powodu.

Takie a nie inne miejsce sesji ciągnie za sobą pewne trudności. Gdzie poustawiać światła, gdzie samemu stanąć, żeby ładnie skadrować pozującą modelkę? W końcu się udało. Na początku - zdjęcia przy oknie.

Aż cztery źródła światła, z czego trzy to światła błyskowe, czwartym jest oczywiście okno. Pierwsza lampka oświetla modelkę od tyłu, oraz fragment klatki schodowej w prawym dolnym rogu (jest to softbox 60x60). Druga znajduje się pół piętra wyżej, niż Ina, i ma na sobie grid, dzięki któremu tylko delikatnie akcentuje krawędź półpiętra (prawy górny róg). Ostatnia lampka to bare bulb na samej górze, pozwala zobaczyć najwyższe piętro. No i ultra szeroki kąt do tego, żeby pokazać wszystko, co pokazać sobie wymyśliłem.

Później wykonaliśmy kilka zdjęć z modelką na samym dole klatki, podłoga w tym miejscu jest pokryta kaflami ułożonymi w szachownicę, co daje dość ciekawe tło.

Światełko na tym zdjęciu jest tylko jedno, softbox umieszczony pod schodami z prawej strony kadru. Lekko "trupi" kolor górnej połowy ciała modelki wynika oczywiście z faktu, że część światła odbiła się od zielonej ściany i zmieniła kolor.

Żeby się nieco ukreatywnić, zrobiłem kilka zdjęć z wyciąganiem białej plamki itp, wyszło o tak:

I na koniec nieco portretowych, głównie z myślą o wizażystce. Użyłem dość klasycznego portretowego ustawienia świateł, myślę, że w tym wypadku wypadło dość dobrze.

Softbox po lewej stronie, grid lekko ochłodzony - po prawej za modelką. Do tego rozmycie spowodowane użyciem bardzo plastycznego obiektywu (135/2L) i efekt powodujący, że wszyscy twierdzą, że użyłem gaussian blur :P Akurat tego nie używam wcale, ale ciiii...

I na koniec bonus, zdjęcie, które wstawiłem do swojego portfolio na stronę internetową:

Reszta galerii, w której wylądowało to zdjęcie - o TU

piątek, 28 maja 2010

Dorra po raz drugi

Po raz drugi spotkałem się z tą modelką na sesji. Tym razem - conceptual beauty, jak to się mądrze nazywa w terminologii fotograficznych gatunków.

Pomysłów trochę było, głównie z papierosami, raz, że Dorota bardzo bardzo lubi palić, dwa, ja bardzo lubię ostatnio zdjęcia z dymkiem. Chciałem uzyskać białe tło na zdjęciach, więc dwie lampki wylądowały w roli wybielaczy tła. Tu się na chwilę zatrzymamy...

Mierząc światło, teoretycznie, jeśli chcemy uzyskać dokładnie taki ton, jaki mamy w rzeczywistości, należy naświetlić "na zero", czyli jeśli światłomierz podaje np f:8, to obiektyw przymykamy właśnie do f:8. Wyjątkiem jest idealnie białe i idealnie czarne tło. W wypadku białego, jak tutaj, należy tło prześwietlić o ok 1,5EV. W związku z tym, że pracowałem na przysłonie 8 (najlepsza przysłona zarówno dla 85/1,8, jak i dla 135/2L, a tych dwóch szkieł używałem) moc lamp ustawiłem tak, by światłomierz pokazał mi przysłonę 14 (dokładnie 11,7). Nie należy jednak przesadzić, by światło odbijające się od białego tła zbyt silnie nie oświetliło modelki od tyłu.

Tak to mniej więcej wyglądało. Światło na modelkę, w postaci softboxu, ustawiałem pod niewielkim kątem, by nieco "spłaszczyć" zdjęcia, takie było założenie, dość niezwykłe, jak na moje sesje (z resztą, białe tło też niezbyt często gości u mnie na sesjach).

Taki portret też wyszedł, tym razem softbox znalazł się nad twarzą modelki, z przodu. I na koniec, najlepsze (według mnie, oczywiście) zdjęcie z tej sesji. Chętnie usłyszę Wasze opinie...

To ostatnie zdjęcie to jednocześnie zapowiedź pewnego projektu, ale o tym później...

sobota, 17 kwietnia 2010

Make-ups, close-ups i w ogóle UPS

Ups, zdecydowanie to słowo najczęściej pojawia się przy tego rodzaju sesjach, o ile, oczywiście, pracują osoby kulturalne, i nie zastępują go nazwą rzekomo najstarszego zawodu świata. Ups mówi wizażystka, za każdym razem, kiedy "cokolwiek" nie wyjdzie idealnie. Ups mówi fotograf, ustawiając światła i pracując na głębi ostrości rzędu kilku milimetrów. Ups mówi modelka, której przy najdrobniejszym ruchu warg odpadają cyrkonie. Ups mówi asystentka, potykająca się o stand, i wylewająca z tego powodu niesioną kawę... Przepraszam, dygresja.

Mówię oczywiście o wspomnianych w tytule zdjęciach makijaży, a dokładnie - zbliżeniach na te makijaże. Zdjęciach takich, jak na przykład to:

Uwierzcie lub nie, ale zdjęcie wykonane jest na przysłonie 11. Nawet w ciasnym portrecie przysłona taka zapewnia głębię ostrości na praktycznie całą twarz... Tu niestety tak łatwo nie jest. To pierwsza trudność, pracując, musimy kontrolować głębię z dokładnością do milimetrów, jednocześnie ręcznie ustawiając ostrość (autofocus przy takich zbliżeniach radzi sobie słabo albo wcale).

Drugi problem pojawia się wskutek pewnej właściwości układów optycznych o zmiennym punkcie ogniskowania (czyli np obiektywów). Rzecz cała polega na tym, że ogniskowa podawana w specyfikacji jest ogniskową dla nieskończoności. Zwykle nie zauważamy różnicy, bo ogniskowa różni się niewiele, ale przy fotografii macro zmiana ta jest znaczna. A co za tym idzie, zmiana otworu względnego (który zależy od średnicy otworu przysłony oraz ogniskowej obiektywu). Obniżenie jasności może sięgnąć nawet dwóch pełnych przysłon, czyli teoretycznie pracujemy np na przysłonie 8, a tak naprawdę bliżej jest do przysłony 16. Dużo mądrych słów, a jaka jest tego konsekwencja? Ano taka, że pracując tak, jak np przy portretach, otrzymamy niedoświetlone zdjęcia. Przy cyfrze wielkiego problemu to nie robi, zawsze można sobie zdjęcie podejrzeć na ekranie, ale jest to niezbyt precyzyjna ocena.

Ostatni, trzeci problem polega na tym, że zasady stosowane w fotografii portretowej stają się niewystarczające. W portrecie ostrzymy na oczy. A tu? Możemy wyostrzyć na kącik oka, źrenicę, krawędź powieki, rzęsy... Niestety, wyraźną zasadę trudno sformułować. Metoda prób i błędów zdaje się być najskuteczniejsza.

Makijaże wykonała Ola Szarejko, a sfotografowane oczy i usta należą do Maliny.

Zdjęcia kłapnięte 5D mk II z 100/2,8L USM macro, a oświetlone 430EX II i 580EX II.

sobota, 30 maja 2009

Chicago

Największa sesja tego roku. 4 modelki, 6 kreacji, 8 godzin w studio (jak się okazało, o 1 czy 2 za mało). Po publikacji, początkowo kilku słabszych zdjęć, w końcu "wielkiej piątki", zostałem wręcz zawalony pytaniami o oświetlenie, chyba jeszcze po żadnych zdjęciach tak wielkiej ilości pytań nie było. Zgodnie z vox populi odpowiadam...

Pierwsza kreacja, którą fotografowaliśmy, fishnet z dodatkiem czarnych elementów. Jako rekwizyt wręczyłem modelce czarnego papierosa w fifce. A modelką była Iwona:

Oświetlenie jest wybitnie proste. Po lewej stronie, nieco za modelką, znajduje się stripbox, po prawej, przed modelką, beauty dish, ekranowany, żeby nie oświetlił tła. Na podłodze między mną a planem, stał wiatrak, rozwiewający włosy (i psujący make-up przy okazji, coś za coś).

Następna była kreacja wieczorowa, którą miała na sobie Karolina. Tu muszę przyznać, miałem problem, nie do końca czułem ten strój, nie miałem jasnej koncepcji, jak go oświetlić. Więc właświe nie oświetliłem go wcale:

Stripbox po prawej stronie za modelką, oświetla kawałek ramienia, plecy, fryzurę i pokazuje fakturę sukni. Reflektor z plastrem miodu po lewej, daleko za modelką, daje krawędziowe oświetlenie twarzy, i nieco jasnych tonów na dekolcie. Odcina też górną część sukni od tła. Tym razem wyjątkowo nie użyłem wiatraka, po prostu nie było co rozwiewać, sztywno wyżelowana fryzura, obcisła suknia, wszystko na swoim miejscu.

Trzecia kreacja równierz może podejść pod wieczorową. Czerwona suknia, a na planie ponownie Iwona:

Oświetlenie idealnie proste i symetryczne: dwa stripboxy pod kątem 45 stopni za modelką, wiatrak po mojej lewej stronie, delikatnie tylko defasonujący fryzurę.

Czwarta kreacja była praktycznie cała czarna, jednak tym razem, w przeciwieństwie do sukni wieczorowej, uznałem, że dodam coś, co rozjaśni kadr (tym bardziej, że modelka, nomen omen, też Iwona, ma jasne blond włosy). Tym czymś stało się czerwone, puchate boa:

Oświetlenie dość podobne do tego przy sukni wieczorowej, z tym, że z reflektora zdjąłem plaster miodu (dzięki temu świeci nieco szerzej, oświetla krawędź ramienia, plecy i włosy). Stripbox znalazł się po prawej, równolegle do powierzchni tła. Wentylator, na minimalnym poziomie mocy, wystarczył, by rozwiać boa i włosy modelki.

Ostatnia kreacja, w zupełnie innej tonacji, niż poprzednie. Brak czerni, brak czerwieni, jasna sukienka, jasne włosy Doroty, ciemne zostało tylko tło:

Oświetlenie bardzo podobne do tego świecącego na Iwonę w czerwonej sukni, tylko stripboxy znalazły się pod mniejszym kątem, a pod aparatem ustawiłem reflektor, odbijający nieco światła w cienie. Wentylator delikatnie rozwiał włosy i frędzelki sukni.

I tyle, jeśli chodzi o oświetlenie. Na koniec dodam, że znakomite make-upy i fryzury są dziełem Aleksandry Szarejko, a asystowała Yennfri.

czwartek, 5 lutego 2009

Sprzęt do fotografii fashion/beauty

"To fotograf robi zdjęcia, nie aparat". Owszem, tylko bez aparatu ciężko to wychodzi. W fotografii mody sprzęt ma dość duże znaczenie, wymagania co do jakości zdjęć są po prostu bardzo wyśrubowane.

Najczęstszym sprzętem u profesjonalistów jest średni format, jednak o nim napiszę kiedy indziej (raczej niewiele osób stać na Mamiye RZ67 czy podobny sprzęt), tu skupię się na cyfrowych lustrzankach małoobrazkowych i całej reszcie sprzętu do ich użycia potrzebnej.

Na początek aparat. Bardzo, bardzo fajnie by było, gdyby miał pełną klatkę. Obecnie już nie za makabryczne pieniądze można kupić Canona 5D (swoją drogą, nie licząc 1mkIIIS, to IMO najlepszy aparat do zdjęć mody). Pół-klatką oczywiście też można (wiele moich zdjęć mody robiłem Canonem 30D), ważne jest, by aparat dawał zdjęcia dobrej jakości, i nie przeginał z rozpiętością tonalną (5-6EV użyteczne wystarczy, i tak będzie cięte przy obróbce). Koniecznie musi posiadać tryb manualny i gniazdo synchro (to ostatnie nie jest absolutnie konieczne, ale przydaje się).

Generalnie, przy zdjęciach mody, szybkość aparatu nie ma ogromnego znaczenia, ale lekką serię zawsze warto mieć. Różnicę robi czas synchronizacji (jeśli robimy zdjęcia na zewnątrz), większość aparatów ma obecnie od 1/200s do 1/300 (mówię o lustrzankach małoobrazkowych), średni format często nawet 1/400. Im krótszy, tym lepiej.

Zdecydowanie większe znaczenie przy zdjęciach mody/urody mają użyte obiektywy. Mój "arsenał" do tego typu zdjęć, to najczęściej:

Plener: 24mm, 50mm, 85mm, 135mm, 200mm
Studio: 17-40mm, 60mm macro, 85mm, 135mm, 70-200mm

Oczywiście te dwa spisy się często mieszają, ale generalnie takich szkieł głównie używam. Można spokojnie zacząć od 50mm, potem jakiś szeroki kąt i coś dłuższego (zoomy do studia będą ok, i tak pracujemy na przymkniętej przysłonie, w plenerze jednak wyższość stałek jest dużo większa).

Czasami do tego dochodzi jeszcze szkło 100/2,8 macro, bardzo użyteczne przy zbliżeniach (częste w fotografii urody, np zbliżenie na usta, oczy/oko...). Pierścienie czy mieszek nie są potrzebne, odwzorowanie 1:1 w zupełności wystarcza.

Jeśli chodzi o sprzęt oświetleniowy itp, sprawa wygląda inaczej w studio, a inaczej w plenerze. W studio potrzebne są tła. Na początek wystarczą czarne i białe. Białe najlepsze jest papierowe (jasne tła się szybko brudzą, a papierowe tło po prostu się odcina, i używa następnego kawałka), z czarnym sprawa jest trudna. Najlepszy jest czarny aksamit, jednak koszt takiego tła może sięgnąć nawet 1000zł, jeśli chcemy mieć odpowiednio duży rozmiar. Tła syntetyczne są tańsze, ale sprawiają dużo problemów, odbijają światło, nie są równe, tworzą się charakterystyczne plamy na tle (ciemniejsze i jaśniejsze), i trzeba znacznie dokładniej kontrolować światło.

Poza tłami potrzebne są lampy. Zdecydowanie jestem zwolennikiem lamp błyskowych, ich moc jest po prostu dużo większa, co jest ważne przy fotografii mody (często potrzebna jest duża głębia przy zachowaniu niskiej czułości matrycy/filmu). Nawet 2 lampy po 300-400Ws to już mocny zestaw, pozwalający robić zdjęcia przy przysłonach 11-16 na ISO: 100. Do lamp potrzeba statywów, to oczywiste, oraz różnych modyfikatorów oświetlenia. Do mody najlepsze są softboxy (duże do oświetlania całej sylwetki, i ew jeden mały do oświetlania włosów z góry), przydają się też strumienice do punktowego doświetlania, i wrota, do ograniczania światła (ale to lepiej robić ekranami, są większe, i pozwalają na użycie np softboxów). Do urody można użyć softboxów, ale znakomitym rozwiązaniem jest beauty dish (dość kosztowna rzecz, jednak daje znakomity efekt przy portretach). Kolorowe filtry (we wrotach i w strumienicach) pozwalają uzyskać ciekawe efekty, ale raczej w fotografii mody należy używać ich delikatnie i z umiarem.

W plenerze równierz potrzebne są lampy. Osobiście nie jestem zwolennikiem generatorów/akumulatorów i wożenia lamp studyjnych w plener. Produkowane obecnie flesze potrafią wytworzyć odpowiednio dużą ilość światła (Canon 580EX II czy Nikon SB-900, ale nawet Canon 430 EX II czy Nikon SB-24). Do ustawienia lamp potrzebne są statywy (dowolne, najtańsze made in allegro), i holdery, najlepiej takie, do których od razu można podczepić parasolkę odbijającą czy rozpraszającą. Do tego filtry korygujące, jeśli chcemy robić zdjęcia przy świetle lamp, lub po prostu potrzebny nam strumień ciepłego-zimnego światła. Oprócz tego, potrzebne jest coś, co te lampy odpali. Zarówno Canon, jak i Nikon, mają w swojej ofercie transmittery, kierujące lampami za pomocą fal podczerwonych, jednak ich skuteczność jest średnia. W niektórych sytuacjach to wystarcza, ale często "coś czegoś nie zobaczy", zwłaszcza w plenerze. Najlepszą możliwością są Pocket Wizards, niestety, są też możliwością kosztowną. Za jeden zapłacimy 700-800zł w sprzedarzy detalicznej, a potrzebujemy po jednym na lampę i jeden na aparat. Plusem jest to, że za ich pomocą możemy odpalić dowolne lampy, czyli np mając system Canona i 2 lampy, możemy pożyczyć kolejne 2, niezależnie od tego, czy są to Canony, Nikony, Vivitary czy cokolwiek innego, i wszystko będzie działać. Manualnie oczywiście, ale i tak wszystko należy w tej fotografii ustawiać manualnie.

I w zasadzie to tyle, nie jestem zwolennikiem używania zewnętrznych światłomierzy, zwłaszcza przy aparatach cyfrowych, ale jak ktoś chce, to można... :)