Początek serii, która teoretycznie powinna mieć 4 sesje (jeszcze Śmierć, Głód i Wojna), czy się uda - zobaczymy :).
Na pierwszy ogień poszła Zaraza. Do sesji zapozowała Pola, która wcześniej pozowała jako Chrystusica, Dama Kier, Wampirzyca, Sarmacka Szlachcianka, uciekinier z psychiatryka i wiele innych. Ciekawe zestawienie, prawda? ;)
Zdjęcia wychodziły różnie, od lekko karykaturalnych...
...przez klimat a'la dziewczynka z Ring...
Oświetlenie było bardzo proste. Głównym światłem jest mały softbox 60x60 z gridem, stojący po lewej stronie aparatu, lekko z góry. Drugie światło jest równoległe z tłem, i wydobywa fakturę osypującego się ze ściany tynku. Trzecie to ustawiony po prawej stronie, za modelką rim light.
Ostatecznie do publikacji wybrałem to zdjęcie:
Jak pewnie zauważyliście, ostatnio mało publikuję, sporo czasu zajmuje mi filmowanie, zapraszam na bloga Grave Films, mojej raczkującej wytwórni.
Spontaniczna sesja w Metka Studio, poziom porąbania koncepcji - umiarkowany. Idea była dość ogólna, bandaże, szczur, może nieco sztucznej krwi. Klasycznie, bym powiedział.
Wyszło, moim zdaniem, całkiem ciekawie, o tak:
Schemat oświetlenia tych zdjęć oparty był na dwóch światłach. Główne, jak widać, pada bezpośrednio z góry, drugie, któremu w sumie najbliżej chyba do rim light, z lewej strony. A dokładnie wygląda to tak:
Powyższy rysunek tłumaczy dwie rzeczy: pierwsza - dlaczego zająłem się fotografią zamiast rysowaniem, i druga - jak umieszczone były światła. 1 to lampa ze strumienicą, umieszczona na pantografie bezpośrednio nad modelką, tworząca "kropę" światła na podłodze. Drugie światło (2) to lampa z wrotami, dająca lekkie krawędziowe oświetlenie części ciała modelki.
W tym zdjęciu wrota przestawiłem tak, by oświetlały twarz, oraz kawałek podłogi (czyli po prostu rozszerzyłem kąt padania światła).
Jeśli chodzi o obróbkę, oba zdjęcia zostały najpierw potraktowane podniesieniem kontrastu (najpierw Levels, później Curves), a następnie przykolorowane (Hue/saturation, lekko w zielony) i wyostrzone.
Na deser, z tej samej sesji, zdjęcia portretowe:
To tyle na dziś, niedługo coś dalej napiszę, wczoraj, oprócz tej sesji, miała miejsce też druga, ale o tym kiedy indziej.
Ano właśnie... Długo się zbierałem, żeby w końcu się tym zająć. Primo, bo dzięki temu mogę idealnie przekazać swoje wizje, nie tylko światłem i obiektywem, secundo, z racji niemożliwości totalnej dogadania się z żadnym charakteryzatorem. Jakaś taka animozja wrodzona chyba.
Ostatnio wykonałem dwie sesje, korzystając z różnych dziwnych substancji nabytych w sklepie Kryolan. Na moje (nie)szczęście sklep ten znajduje się w bezpośredniej bliskości miejsca, w którym często pracuję. Dobrze, bo mam łatwy dostęp do materiałów, źle, bo materiały te są absolutnym morderstwem dla mojego portfela.
Pierwszą sesję, zainspirowaną teledyskiem Poets of the Fail do piosenki Carnival of Rust:
Sesję wykonaliśmy w Xaos studio, którego to studia właściciel zapozował też do jednego ze zdjęć:
Tu akurat charakteryzacji nie ma, zdjęcie spontaniczne. W inne trzeba było jednak włożyć dużo więcej pracy. Na pierwszy ogień poszła charakteryzacja, którą nazwałem The Mad Hea(r)ther, a w rolę wspomnianego wcieliła się Polly. Białe i czerwone farby supracolor, do tego czarny cień, czerwona szminka i czarny eyeliner do obramowania czerwonego karo.
Druga charakteryzacja, wyjątkowo jak na moje sesje, przed obiektywem zasiadł przedstawiciel płci męskiej. Dominik, bo o nim mowa, okazał się jednak modelem bardzo utalentowanym i miłym we współpracy. Może czas zacząć wpuszczać facetów na sesje? Zobaczymy... Anyway, białe i czarne supracolor, Chaotic Go2B na włosy... I tyle.
Była jeszcze trzecia kreacja, ale bez typowej charakteryzacji. Po tej sesji minęło nieco czasu, aż w końcu wykonałem sesję, której nieco się bałem (dużo trudniejsza charakteryzacja, niż po prostu umalowanie twarzy na biało). Ogólnie postawiłem sobie pytanie "czy umiem wykonać charakteryzację Jokera?". W roli króliczka doświadczalnego wystąpiła Iwona. A, i bardzo dziękuję mojej siostrzyczce za użyczenie oliwkowego płaszcza! A wracając do charakteryzacji. Tym razem znowu supracolor, czarne, białe i czerwone, nakładane jednak już nie tylko gąbeczkami, za łatwo by było, musiałem wziąć różniste pędzelki. Blizny wykonałem klejem do cery (wiem, dziwnie brzmi), cały make up utrwaliłem pudrem ryżowym, a włosy sfioletowiłem lakierem koloryzującym Kryolan. Nim też wykonałem napis na ścianie.
Tak wyglądała charakteryzacja w zbliżeniu. A tu, już z odpowiednim kontekstem:
Oczywiście, można w tej charakteryzacji wiele poprawić... No, ale dopiero zaczynam w końcu, poza tym - Why so serious?
Aha, żeby nie było, że tak totalnie niefotograficznie, zdjęcia z pierwszej sesji wykonałem Canonem 5D z 85/1,8 USM, a oświetliłem gridowanym beauty dishem od góry, i małym softboxem od dołu, jako fill. Zdjęcia Jokerowe oświetlałem dwoma speedlite'ami (580EX II i 430EX II) odpalonymi Pocket Wizard Transcivers, zdjęcia zrobiłem 5D mk II, pierwsze z 85/1,8, drugie z 17-40/4L USM.
Ogólnie bardzo mi się podoba ten element przygotowania do sesji, więc bardzo możliwe, że takich zdjęć będzie dużo dużo więcej. Zapraszam do odwiedzania bloga!
Sesja masowa w składzie licznym ;) Znaczy najwięcej było chyba apratów. Trochę mniej fotografujących, najmniej modelek i modeli, szczęśliwie część fotografujących co jakiś czas odkładała aparaty, pozwalając uwiecznić swe szlachetne i godne bicia na monetach profile, oraz nie mniej szlachetne oblicza en face.
Zaczęliśmy (z niewielkim, ot, dwugodzinnym poślizgiem) w Muzeum Wojska Polskiego. Tam olałem oczywiście zdjęcia przy ekspozycji, spodobało mi się tylko tło w postaci takiej dziwnej siatki. Na tymże tle sfotografowałem najpierw Zuzę:
A później obficie wyposażonego fotografa :P
Ostatnie, szybkie zdjęcie na terenie muzeum (na tle, o ile się nie mylę, działa kolejowego), pozuje Tonid w roli krasnoludzkiego berzerkera, chwilowo pozbawionego większości brody:
A potem nas z muzeum wygnano (trzeba będzie ten kurnik spalić, jakby to określił znany pasożyt społeczny Jakub Wu). Przenieśliśmy się więc na teren jakiegoś placu budowy, zapomnianego przez robotników, tudzież innej cholery, grunt, że teren dobry do zdjęć o industrialnym zabarwieniu. Szyb windy, trochę czerwonych światełek, i ot, jest:
Drugie podejście do czerwonego świecidełka, tym razem na schodach:
A potem Tonid uznał, że dość fotografowania, dość fotografów, za to zdecydowanie, zdecydowanie za mało leje się krwii...
Po zakończeniu szarży w zasadzie był koniec zdjęć, jeszcze kilka spokojnych kadrów w różnych miejscach, głównie z pięknymi ścianami w roli tła...
I tyle... Znaczy tyle, jeśli chodzi o fotografię, później nastąpiło tak zwane afterparty...