Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia mody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fotografia mody. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 maja 2012

Plenerowy feszyn - pakujemy sprzęt

Jutro mamy w rozkładzie zaplanowaną sesję nocną, street fashion, editorial. Dawno mody nie było, ale chyba jednak pamiętamy, jak to się robi. Brief jest dość skromny, ogranicza się do charakteru (eleganckie, stylowe, ale niegrzeczne zdjęcia) i klimatu (nocne zdjęcia w mieście).

Wymyśliłem dość specyficzny schemat oświetlenia i ogólny look zdjęć, przez co swój standardowy zestaw sprzętu sesyjnego musiałem nieco zmodyfikować. A wygląda to mniej więcej tak:

Po kolei:
1) Canon 5D mk II - standardowe body przy fotografii mody w moim wykonaniu, ładne wysokie ISO, przyda się przy łapaniu światła zastanego nocą.
2) 17-40/4L USM - raczej jako zabezpieczenie, jakby się zrobiło za ciasno dla innych szkieł, może jakiś szeroki plan się jednak zrobi.
3) 100/2,8L USM Macro - do portretów, zbliżeń, kilka kadrów chcę zrobić jako pogranicze fashion i beauty, a w tym to szkło radzi sobie idealnie.
4) Panther 600 - generator do głowicy, jako główne światełko.
5) Pocket Wizard Transciver (5x) - wyzwalacze do lampek.
6) Speedlighty - 580 i 3 szt. 430 jako dodatkowe źródła światła.
7) 85/1,2L USM - według mojego planu główne szkło do tej sesji, jasne (chcę użyć płytkiej go), ogniskowa pozwalająca przy odrobinie wprawy wykonać prawie całą sesję.
8) Softbox 60x60 - wedle planu ma dać miękkie światło dodatkowe (z 580EX w środku).
9) Standy itp - tutaj siedzą 3 Manfrotto Nano (dla speedlightów), monopod (w połączeniu z asystentką zmienia się w boom), biała parasolka (na wszelki wypadek, jakbym nagle zechciał więcej miękkiego światła).
10) DIY snoot - dłuższy niż te dostępne na rynku, daje odpowiednio wąski snop światła.
11) Bowens Beauty Dish - z dyfuzorem, do niego podpięta głowica Panther Mini - światło główne.
12) Portfele na baterie do speedlightów i pocketów.
13) Filtry - w ilości ogromnej, kolorowe, korekcyjne, ok 120 sztuk :).
14) Akcesoria - tu trzymam dodatkowe baterie (do aparatu, trochę akumulatorów AA), kable, grid na speedlighty, i takie tam różne.

Poza torbą bierzemy jeszcze duży stand (do Pantery), dodatkowe parasolki srebrne i białe.

Sesja już jutro, postaram się w weekend opublikować making of, schematy oświetlenia itp.

czwartek, 10 lutego 2011

Fashion - inaczej niż zwykle (showcase)

Fashion (dawno nie było). Do tego jednym światłem. Prawie mi się nie zdarza. Co więcej, jednym MIĘKKIM światłem. Prawie niemożliwe. A jednak, nawet mi się zdarza.

Kreacja autorstwa Olivii Nalewajko, pozowała Weronika. Dwie kreacje, pastelowo...

piątek, 28 maja 2010

Dorra po raz drugi

Po raz drugi spotkałem się z tą modelką na sesji. Tym razem - conceptual beauty, jak to się mądrze nazywa w terminologii fotograficznych gatunków.

Pomysłów trochę było, głównie z papierosami, raz, że Dorota bardzo bardzo lubi palić, dwa, ja bardzo lubię ostatnio zdjęcia z dymkiem. Chciałem uzyskać białe tło na zdjęciach, więc dwie lampki wylądowały w roli wybielaczy tła. Tu się na chwilę zatrzymamy...

Mierząc światło, teoretycznie, jeśli chcemy uzyskać dokładnie taki ton, jaki mamy w rzeczywistości, należy naświetlić "na zero", czyli jeśli światłomierz podaje np f:8, to obiektyw przymykamy właśnie do f:8. Wyjątkiem jest idealnie białe i idealnie czarne tło. W wypadku białego, jak tutaj, należy tło prześwietlić o ok 1,5EV. W związku z tym, że pracowałem na przysłonie 8 (najlepsza przysłona zarówno dla 85/1,8, jak i dla 135/2L, a tych dwóch szkieł używałem) moc lamp ustawiłem tak, by światłomierz pokazał mi przysłonę 14 (dokładnie 11,7). Nie należy jednak przesadzić, by światło odbijające się od białego tła zbyt silnie nie oświetliło modelki od tyłu.

Tak to mniej więcej wyglądało. Światło na modelkę, w postaci softboxu, ustawiałem pod niewielkim kątem, by nieco "spłaszczyć" zdjęcia, takie było założenie, dość niezwykłe, jak na moje sesje (z resztą, białe tło też niezbyt często gości u mnie na sesjach).

Taki portret też wyszedł, tym razem softbox znalazł się nad twarzą modelki, z przodu. I na koniec, najlepsze (według mnie, oczywiście) zdjęcie z tej sesji. Chętnie usłyszę Wasze opinie...

To ostatnie zdjęcie to jednocześnie zapowiedź pewnego projektu, ale o tym później...

wtorek, 20 kwietnia 2010

Aktofashion

Takie właśnie studyjne, koncepcyjne popołudnie sobie wymyśliliśmy. Ogólnie na pierwszy pomysł (żeby w ogóle zrobić taką sesję) wpadłem ja, znalazłem modelkę, a potem razem z Moniką dopracowaliśmy idee. Które i tak w czasie sesji pozmienialiśmy diametralnie, jak to na conceptualach bywa.

Pierwszą ideą, ogólną, było połączenie fashion, fetish i aktu. I tak w sumie wyszło. Zaczęliśmy od pomysłu, który przyszedł mi do głowy jako ostatni (przyznaję uczciwie, po obejrzeniu teledysku do "Kiss with a fist" Florence and the Machine):

Mocny cross w obróbce, a zdjęcie - 3 światełka + wiatrak. Główne światełko - dish, z lewej strony, rim - strip box, z prawej, i za mną duży softbox jako fill.

To taka rozgrzewka tylko. Następnie jeden z ulubionych konceptów, z użyciem, a jakże, kaftanika. Do tego kabaretki, szpilki, jak fetish, to fetish:

Tu światełka były cztery, wiatrak też gdzieś tam był, ale przy dynamicznych ruchach modelki głównie pozwalał przeżyć w studio ogrzewanym lampami, niż realnie wpływał na zdjęcie. 2 stripy za modelką, soft jako fill, dish jako główne światełko.

Potem nastąpiła najtrudniejsza część, jeśli chodzi o stylizację. Otóż wymyśliliśmy sobie, że modelka będzie miała na dekolcie kilka ćwieków. No i trzeba było je poprzyklejać. W końcu się udało...

Słabo te ćwieki widać... Tu chyba lepiej:

Na szczęście na szyi jest obroża, tamtych już przyklejać nie musiałem. Po koncepcji kolczastej była jedna fashionowa (o tym kiedy indziej), a później - czerwona. Czerwone pończochy, czerwone usta, czerwona wstążka:

Błyśnięte dwoma stripami, jeden po każdej stronie (zdecydowanie bardzo często, jeśli nie ZA często, stosuję tą technikę). I dalej na czerwono:

Magda (modelka) potrafi czasami spojrzeć dokładnie jak Nicole Kidman. Albo ja mam jakiś dziwny wzrok i widzę coś, czego nie ma, tak też oczywiście może być.

Ogólnie sesja bardzo udana, przy dźwiękach albumu Lungs (Florence + The Machine) i soundtracku z Queen of the Damned (CHANGE!). Zdjęcia robiliśmy w moim ulubionym studio Metka.

Sprzętowo: 5D mk II + 85/1,8 + 17-40/4L USM + lampy Elfo + Pocket Wizard's

sobota, 17 kwietnia 2010

Make-ups, close-ups i w ogóle UPS

Ups, zdecydowanie to słowo najczęściej pojawia się przy tego rodzaju sesjach, o ile, oczywiście, pracują osoby kulturalne, i nie zastępują go nazwą rzekomo najstarszego zawodu świata. Ups mówi wizażystka, za każdym razem, kiedy "cokolwiek" nie wyjdzie idealnie. Ups mówi fotograf, ustawiając światła i pracując na głębi ostrości rzędu kilku milimetrów. Ups mówi modelka, której przy najdrobniejszym ruchu warg odpadają cyrkonie. Ups mówi asystentka, potykająca się o stand, i wylewająca z tego powodu niesioną kawę... Przepraszam, dygresja.

Mówię oczywiście o wspomnianych w tytule zdjęciach makijaży, a dokładnie - zbliżeniach na te makijaże. Zdjęciach takich, jak na przykład to:

Uwierzcie lub nie, ale zdjęcie wykonane jest na przysłonie 11. Nawet w ciasnym portrecie przysłona taka zapewnia głębię ostrości na praktycznie całą twarz... Tu niestety tak łatwo nie jest. To pierwsza trudność, pracując, musimy kontrolować głębię z dokładnością do milimetrów, jednocześnie ręcznie ustawiając ostrość (autofocus przy takich zbliżeniach radzi sobie słabo albo wcale).

Drugi problem pojawia się wskutek pewnej właściwości układów optycznych o zmiennym punkcie ogniskowania (czyli np obiektywów). Rzecz cała polega na tym, że ogniskowa podawana w specyfikacji jest ogniskową dla nieskończoności. Zwykle nie zauważamy różnicy, bo ogniskowa różni się niewiele, ale przy fotografii macro zmiana ta jest znaczna. A co za tym idzie, zmiana otworu względnego (który zależy od średnicy otworu przysłony oraz ogniskowej obiektywu). Obniżenie jasności może sięgnąć nawet dwóch pełnych przysłon, czyli teoretycznie pracujemy np na przysłonie 8, a tak naprawdę bliżej jest do przysłony 16. Dużo mądrych słów, a jaka jest tego konsekwencja? Ano taka, że pracując tak, jak np przy portretach, otrzymamy niedoświetlone zdjęcia. Przy cyfrze wielkiego problemu to nie robi, zawsze można sobie zdjęcie podejrzeć na ekranie, ale jest to niezbyt precyzyjna ocena.

Ostatni, trzeci problem polega na tym, że zasady stosowane w fotografii portretowej stają się niewystarczające. W portrecie ostrzymy na oczy. A tu? Możemy wyostrzyć na kącik oka, źrenicę, krawędź powieki, rzęsy... Niestety, wyraźną zasadę trudno sformułować. Metoda prób i błędów zdaje się być najskuteczniejsza.

Makijaże wykonała Ola Szarejko, a sfotografowane oczy i usta należą do Maliny.

Zdjęcia kłapnięte 5D mk II z 100/2,8L USM macro, a oświetlone 430EX II i 580EX II.

wtorek, 30 marca 2010

Wiosna!

W końcu przyszła. W sumie przyszła już ładne parę dni temu, ale jak zwykle mam opóźnienie w publikacjach na tym blogu. W pierwszy dzień ciepełka (o ile się nie mylę, był to też pierwszy dzień wiosny kalendarzowej, ale może mnie pamięć zawodzić). Razem z Anką udaliśmy się wykorzystać tą pogodę i zrobić plenerową sesję.

W lesie Młochowskim (bo tam robiliśmy zdjęcia) gdzieniegdzie leżą jeszcze plamy śniegu, miejscami nawet dość obficie. Do niektórych zdjęć wykorzystałem to tło, do innych wykonałem tytaniczny wysiłek, i odwróciłem się o 180 stopni (po drugiej stronie śniegu już nie było).

Trzeba przyznać, że jak na pierwszy raz, Anka pozowała bardzo dobrze (tak, tak, ta dziewczyna jest pierwszy raz przed obiektywem!). Przy plenerowym pozowaniu topless problem z naturalnym pozowaniem miewają nawet doświadczone fotomodelki.

Całą sesję oświetliłem dwoma źródłami światła (w roli trzeciego - słońce), 580-ki i 430-ki w takich warunkach sprawiają się perfekcyjnie, chociaż o jakimkolwiek odpalaniu za pomocą ST-E2 można zapomnieć, nawet nie próbowałem, od razu podłączyłem pocket wizardy.

Większość zdjęć robiłem "moim standardem", czyli 85/1,8 USM, ale do niektórych kadrów, na przykład powyższego, przykręcałem 17-40/4L USM. Na pełnej klatce to szkło robi się naprawdę piekielnie szerokie!

Tradycyjnie podczas sesji zmasakrowałem (z niewielką pomocą wiatru) parasolkę (tym razem srebrną), jakąś stopkę do lampy, i coś tam chyba jeszcze. Zdecydowanie mój sprzęt on location nie ma lekkiego i długiego życia...

Ogólnie jestem z sesji zadowolony, wielkie dzięki dla modelki!

środa, 24 marca 2010

Milena na mokro

Tak to już chyba jest, że Milena na moich sesjach moknie, na pierwszej padał deszcz, na tej - kreacja została brutalnie i okrutnie zamoczona bieżącą wodą z kranu ;) O tak to wyglądało:

Większość zdjęć (wszystkie w "mokrej" kreacji) oświetlałem dwoma źródłami światła - głównym (softbox, stripbox, lub, najczęściej, beauty dish) i wypełniającym - octabox za moimi plecami, do ogólnego zbicia cieni (cyfra niestety wymaga tego typu rozwiązań nawet, jeśli w post produkcji pogłębiam cienie).

Po zdjęciu mokrych ciuchów (co za dużo, to niezdrowo, modelka się przeziębi i co będzie...) Milena poprawiła make-up, co też udało mi się uchwycić, wyjątkowo jak na mnie nie używając fleszy:

Wykorzystując swoje nieprzeciętne zdolności charakteryzatorskie, wykonałem farbą plakatową sześć wysoce artystycznych maźnięć na dekolcie modelki, z takim oto efektem:

Tym razem już 3 źródła światła, jedno z moich ulubionych ustawień modowych (w plenerze są to zwykle 2 źródła, w studio - 2 plus wspomniane wypełnienie, tu - octabox). Dwa pionowe stripboxy symetrycznie po obu stronach modelki.

Na koniec zaczęliśmy totalną improwizację, przesuwanie mebli, świateł, dobieranie kreacji, generalnie - pełna dowolność. Najciekawiej wyszło to zdjęcie:

Tu było tylko jedno światełko - duży dish ze skarpetą. I to by było na tyle, jeśli chodzi o tą sesję (zrobioną, żeby nie było, że ot tak sobie, przy okazji drugiej sesji Milleniusa, pierwszą też robiłem ja :P).

Na koniec, mały bonus - najlepsze moim zdaniem zdjęcie z całej sesji:

Sesja miała miejsce ładny miesiąc temu, niestety, mam sporo zaległości blogowych, postaram się je w miarę szybko naprawić.

czwartek, 15 października 2009

Warsztaty fotografii studyjnej!

Po raz pierwszy od chyba dwóch lat, osobiście organizuję warsztaty fotograficzne.

Kurs odbędzie się w dniach 7.11 i 8.11, w weekend, w Xaos studio, na ulicy Zamiejskiej 10. Studio dysponuje dużą salą, w której odbędą się warsztaty, oraz wszystkimi pomieszczeniami pomocniczymi.


Plan warsztatów to 4 bloki po 3 godziny każdy, dwa w sobotę, i dwa w niedzielę:

Sobota (7.11)
11-14 - podstawy pracy ze światłem, pomiarów, doboru ogniskowych, przysłon, oraz wybór odpowiednich modyfikatorów do lamp.
15-18 - praca z modelką, ustawienia portretowe, modowe, beauty, kontrola kontrastu.

Niedziela (8.11)
11-14 - klasyczne, zaawansowane techniki oświetleniowe, użycie ostrego światła w fotografii portretowej i mody.
15-18 - kreatywne fotografowanie studyjne, praca z modelką przy trudniejszych koncepcjach, łączenie technik oświetleniowych.

Warsztaty łączyć będą w sobie elementy teorii i praktyki, każdy z uczestników będzie miał okazję wykonać własne fotografie, korzystając z własnego sprzętu lub sprzętu dostępnego na warsztatach (do wyboru sprzęt Canon lub Nikon, będzie można oczywiście popracować na obu, porównać, który lepiej "leży w rękach" itp).

Do zdjęć pozować będą dwie doświadczone modelki (Iwona Brylińska, znana u mnie chociażby z sesji Chicago czy Pomarańczowo-niebieskiej, i Monika Ordowska, Miss Warszawy z roku 2008):


Całkowity koszt warsztatów wynosi 300zł za dwa dni. Przewidujemy warsztaty dla ośmioosobowej grupy, przy większej ilości osób nie mogłoby być odpowiednio indywidualnego podejścia, dlatego proszę rezerwować miejsca z wyprzedzeniem, bo mogą się dość szybko skończyć.

Kontakt:
Jacek (fotograf): 664 761 110
Krzysztof (studio): 790 333 553
Mail: tjack@t-jack.pl
GG: 835 65 22

Pozdrawiam i zapraszam

wtorek, 29 września 2009

Warsztaty fotografii studyjnej

Po raz pierwszy od chyba dwóch lat, osobiście organizuję warsztaty fotograficzne.

Kurs odbędzie się w dniach 7.11 i 8.11, w weekend, w Xaos studio, na ulicy Zamiejskiej 10. Studio dysponuje dużą salą, w której odbędą się warsztaty, oraz wszystkimi pomieszczeniami pomocniczymi.

Plan warsztatów to 4 bloki po 3 godziny każdy, dwa w sobotę, i dwa w niedzielę. W sobotę omówimy podstawy użycia aparatu w studio, pracy ze światłem, oraz pracy z modelką, w niedzielę przejdziemy do nieco bardziej skomplikowanych zagadnień.

Warsztaty łączyć będą w sobie elementy teorii i praktyki, każdy z uczestników będzie miał okazję wykonać własne fotografie, korzystając z własnego sprzętu lub sprzętu dostępnego na warsztatach (do wyboru sprzęt Canon lub Nikon, będzie można oczywiście popracować na obu, porównać, który lepiej "leży w rękach" itp).

Do zdjęć pozować będą dwie doświadczone modelki (Iwona Brylińska, znana u mnie chociażby z sesji Chicago czy Pomarańczowo-niebieskiej, i Monika Ordowska, Miss Warszawy z roku 2007). Całkowity koszt warsztatów wynosi 300zł za dwa dni. Przewidujemy warsztaty dla ośmioosobowej grupy, przy większej ilości osób nie mogłoby być odpowiednio indywidualnego podejścia, dlatego proszę rezerwować miejsca z wyprzedzeniem, bo mogą się dość szybko skończyć.

Pozdrawiam i zapraszam

wtorek, 14 lipca 2009

Sesja numer 101

Ok, przyznaję uczciwie, tytuł walnąłem totalnie z wyobraźni. Nie mam pojęcia, która to sesja w mojej karierze (napewno nie 101, raczej 1001, jeśli już...). Ale tak mi się podoba ;). Enyłej, początkowo miało być tak: sesja z jasno określoną ideą, i z początkującą modelką. Wyszła sesja spontaniczna, z modelką, która pozuje, jakby to robiła od bardzo dawna. I chyba to dobrze wyszło ;).

Zaczęliśmy od zdjęć w arkadach pod końcówką Alej Jerozolimskich. Najciekawiej wyszły chyba zdjęcia na schodach:

Dwa ostre światła, jedno po lewej stronie, koło aparatu, oświetla modelkę, drugie, schowane za załomem klatki schodowej, oświetla tło, a odbite od ściany daje wypełnienie cieni.

Po tych zdjęciach chcieliśmy przejść na peron kolejowy, ale po drodze zrobiłem jeszcze taki kadr:

Chciałem w jakiś sposób połączyć zdjęcia z pierwszego i drugiego miejsca. Świeciłem dwoma lampkami, schowanymi po prawej stronie, we wnękach.

I wreszcie peron. Sporo zdjęć, w końcu wybrałem to:

Dwie lampki (żeby światło było mocniejsze, słońce dawało dość mocno tego dnia). Kadr się zrobił nawet dynamiczniejszy, niż to planowałem, co wyszło zdecydowanie na dobre całości zdjęcia.

Po zdjęciach na peronie zeszliśmy na dół, do parku. Tam, z właściwą sobie niezależnością, zrobiłem zdjęcia dokładnie tak, jak nie powinno się zdjęć robić:

Parasolka po lewej, sam flesz po prawej (daleko), i tło niedoświetlone o jakieś 3-4EV.

Jedno z najlepszych z tej sesji. Świecone lekko przerobioną wersją "sandwitch technique", zamiast dwóch softboxów użyłem dwóch fleszy bez modyfikatorów. Były jakieś 5 metrów od modelki, więc softbox czy parasolka niewiele by zmieniły (chyba, żeby softbox miał ze 4 metry...).

Ostatnie zdjęcia zrobiliśmy na jedynym kawałku trawy w zasięgu wzroku. Najpierw szeroki kadr:

Znowu dwie lampy naprzeciwko siebie, jedna w lewym dolnym rogu kadru, druga - w prawym górnym. I na koniec, portret na trawie:

Oba światełka po lewej stronie, jedno bliżej aparatu, drugie dalej. I trochę mocnego słońca w kontrze :).

Generalnie bardzo fajna sesja, wielkie dzięki dla modelki, dawno nie miałem okazji pracować z kimś tak utalentowanym :).

czwartek, 2 lipca 2009

Project Pitchfork

Sesja inspirowana tym właśnie zespołem, a właściwie jego wizerunkiem scenicznym. Zdjęcia robiliśmy w jednym z moich ulubionych miejsc (nawet nie proście, i tak nie powiem, gdzie to jest). Kreacja bardzo prosta, ale efektowna: czarne bojówki i koszula, czerwony top. Całość oczywiście upaćkana białym pyłem. Paćkanie wyglądało tak:

Po upaćkaniu zaczęło się focenie właściwe, oczywiście już z fleszami. Dla urozmaicenia, jeden z fleszy bywał czerwony ;) Podrzynanie gardła...


i inne czerwone:


Następne zdjęcia zrobiłem takie lekko crossowe, chyba najciekawsze z całej sesji:



Tak tak, Polcia lubi sobie poskakać ;) Lubi też bawić się taśmą filmową (takie pewnie skrzywienie zawodowe)...

No i troszkę destrukcji na koniec: