Większość zdjęć (wszystkie w "mokrej" kreacji) oświetlałem dwoma źródłami światła - głównym (softbox, stripbox, lub, najczęściej, beauty dish) i wypełniającym - octabox za moimi plecami, do ogólnego zbicia cieni (cyfra niestety wymaga tego typu rozwiązań nawet, jeśli w post produkcji pogłębiam cienie).Po zdjęciu mokrych ciuchów (co za dużo, to niezdrowo, modelka się przeziębi i co będzie...) Milena poprawiła make-up, co też udało mi się uchwycić, wyjątkowo jak na mnie nie używając fleszy:
Wykorzystując swoje nieprzeciętne zdolności charakteryzatorskie, wykonałem farbą plakatową sześć wysoce artystycznych maźnięć na dekolcie modelki, z takim oto efektem:
Tym razem już 3 źródła światła, jedno z moich ulubionych ustawień modowych (w plenerze są to zwykle 2 źródła, w studio - 2 plus wspomniane wypełnienie, tu - octabox). Dwa pionowe stripboxy symetrycznie po obu stronach modelki.Na koniec zaczęliśmy totalną improwizację, przesuwanie mebli, świateł, dobieranie kreacji, generalnie - pełna dowolność. Najciekawiej wyszło to zdjęcie:
Tu było tylko jedno światełko - duży dish ze skarpetą. I to by było na tyle, jeśli chodzi o tą sesję (zrobioną, żeby nie było, że ot tak sobie, przy okazji drugiej sesji Milleniusa, pierwszą też robiłem ja :P).Na koniec, mały bonus - najlepsze moim zdaniem zdjęcie z całej sesji:
Sesja miała miejsce ładny miesiąc temu, niestety, mam sporo zaległości blogowych, postaram się je w miarę szybko naprawić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Zapraszam do komentowania!